Weekendowa Analiza Futures
6 marca 2010, 18:59
Coś mi tu śmierdzi. Tak w skrócie mogę odnieść się do tego, co w tej chwili dzieje się na rynku w Warszawie. Bezapelacyjnie ten tydzień był tygodniem byka. Wzrost cen nie podlega dyskusji, a skala zwyżki jest wyraźna. Teoretycznie w takiej sytuacji wątpliwości powinny być rozwiane, ale właśnie ta oczywistość nakazuje mi być ostrożnym. W tej chwili wydaje mi się, że kluczem będzie zachowanie rynku w okolicy szczytu na 2406 pkt.
Każda z pięciu sesji tego tygodnia na wykresie dziennym kontraktów zakończyła się białą świecą. Wtorkowy skok cen budzi uznanie. Do tego podwójne dno, które wytrąca niedźwiedziom argumenty zbyt niedźwiedzie, a bykom dodaje poważnie bycze. Wygląda na to, że korekta trwała faktycznie dwa tygodnie. Po pamiętanych dwóch sesjach silnej przeceny kolejne dni to już inna faza rynku, która teraz dopiero objawia swoje faktyczne oblicze. Podwójne dno świetnie się w to wpisuje. Formacja dołkowa kończy klasycznie spadek i rozpoczyna poważną zwyżkę, która, skoro korekta już została zakończona, może nas zaprowadzić nawet na nowe szczyty trendu. Do tego mamy umocnienie złotego i zatrzymanie wzrostu wartości dolara, a także wyraźne wzrosty cen na rynkach akcji. Każdy kto ma długie pozycje czuje się w tej chwili Panem sytuacji. Wszystko zdaje się działać z dobrym kierunku.
No dobra, zrobiło się tak słodko, że aż mdli. Problem w tym, że na rynku rzadko jest tak słodko. Zatem, by sytuacja stała się znośniejsza wprowadzę trochę zamieszania. Ten klarowny i jednoznaczny obraz taki klarowny wcale nie jest.
Optymizm powinien być hamowany, bo ostatnia zwyżka w żadnym wypadku nie wskazuje na powrót do trendu, a co najwyżej pojawienie się średnioterminowej konsolidacji. Zauważmy, że rynek od wakacji właściwie stoi z miejscu. Ani zwyżka nie była szczególnie wielka, ani korekta spadkowa szczególnie głęboka. Z punktu widzenia średnioterminowego nawet gra na spadek cen była dyskusyjna, ale skoro kiedyś założyliśmy, że rynek stracił potencjał do trwalszych zmian, to i reagujemy nieco szybciej. Jest to jakieś rozwiązanie, gdyż przy tego typu rynkach gra czysto średnioterminowa przyniosłaby słabszy wynik. Zatem obecnie spoglądamy na rynek z neutralnej pozycji, a zaczniemy wierzyć w możliwość trwalszego wzrostu, dopiero jeśli ceny wyjdą nad poziom szczytu rozpoczynającego przecenę sprzed miesiąca. Piątkowe zachowanie cen w USA pozwala na przypuszczenie, że w poniedziałek może dojść do testu tego szczytu. Ba, możliwe jest, że poniedziałkowe notowania zaczniemy nad szczytem, co automatycznie zmusi nas do obrania nastawienia pozytywnego.
To jednak sprawy nie zamknie. Ewentualne wysokie otwarcie poniedziałkowych notowań nie jest bowiem gwarantem, że poziom szczytu zostanie pokonany. Potwierdzeniem takiego sygnału będzie zamknięcie nad szczytem. Gdy taka sytuacja będzie miała miejsce, nie będzie pola manewru do dyskusji. Pytanie, czy popyt sobie z taką sytuacją poradzi?
Mam wątpliwości. Proszę zwrócić uwagę na zachowanie obrotu na ostatnich sesjach. Owszem, we wtorek wartość obrotu była spora, ale na kolejnych sesjach skala zwyżki była poprawiana, ale obrót pozostawiał wiele do życzenia. Tym samym można stwierdzić, że podaż nie stawiała kupującym zbyt wielkich barier. Popyt nie musiał się wykazywać. Zakupy same pchały rynek w górę. Ładnie, choć taka sytuacja nie pozwala na stwierdzenie, jak silny jest faktycznie popyt. Próba ataku na poziom 2406 pkt. prawdopodobnie nam taką odpowiedź przyniesie. O ile oczywiście, w tym dniu obrót będzie duży.
Do myślenia daje mi także ostatni tekst Marka Hulberta (pisuje na MarketWatch). Sygnalizuje on, że obecny poziom optymizmu wśród analityków piszących newslettery jest najwyższy od początku 2007 roku. No, właściwie z jednym wyjątkiem. Wskaźnik zbudowany na bazie zaleceń zaangażowania na rynku akcji przez autorów newsletterów, który jest miarą nastrojów, był wyższy w styczniu tego roku, co jak wiemy zakończyło się rozpoczęciem korekty. Sam punkt nie jest może tak ważny jak to, że miesiąc temu wartość wskaźnika była niższa o 13,8 pkt. (obecnie jest to 62,8 pkt.), a średnia przemysłowa w tym samym czasie wykonała zwyżkę o ok. 5 proc. Nie chodzi tu o proste porównanie procentów, bo jest to bez sensu, ale widać wyraźnie, że płytkość korekty szybko ośmieliła analityków do zalecenia zwiększenia zaangażowania na rynku. Taki stan nastrojów z kontrariańskiego punktu widzenia pozwala na wniosek, że potencjał wzrostu cen jest wyraźnie ograniczony, choć oczywiście nie musi oznaczać natychmiastowej przeceny.
Dodajmy do tego „wykres, który znamy wszyscy na pamięć”. WIG20 w układzie dziennym.
Czy ten wzrost cen nie może być odebrany jako ruch powrotny do przebitej wcześniej linii łączącej lokalne dołki (linia czerwona)? Inaczej mówiąc, czy to nie powrót do formacji klina, z której wykres się wcześniej wybił? Jeśli tak, to teza o końcu spadków byłaby przedwczesna.
Jakie wnioski wypływają z powyższego? Nie ufam zwyżce cen. Moim zdaniem należy się jej słuchać, bo zawsze może wyjść na to, że wątpliwości były ślepą uliczką, ale należy przygotować się na scenariusz mniej optymistyczny, niż chciałaby większość posiadaczy długich pozycji. Zatem należy się przygotować na fałszywe wybicie nad szczyt na 2406 pkt. Może ono przyjąć dwojaką formę. Albo dojdzie do wybicia, a ceny spadną jeszcze tego samego dnia, albo optymizm będzie na tyle duży, a podaż nadal pozostanie bierna i spadek zacznie się dopiero w dniu kolejnym, lub po małej konsolidacji. Tak czy inaczej należ się liczyć z tym, że zwyżka po wyjściu nad 2406 pkt. nie będzie kontynuowana.
Co wtedy? Jak już wspomniałem, na samo wybicie należy zareagować. O ile jednak wątpliwości co do tego ruchu wzrostowego się potwierdzą, rynek szybko powinien się cofnąć. Jeśli tego samego dnia, to już na zamknięciu sesji wracamy do nastawienia neutralnego, a niektórzy może nawet poszukają okazji do powrotu do nastawienia negatywnego, co także uznałbym za ciekawe. Jeśli jednak mamy czekać na potwierdzenie ewentualnej słabości rynku, to chyba można zmianę nastawienia na negatywne uzależnić od spadku cen pod poziom 2333 pkt., czyli pod poziom minimum sieczki, jakiej doświadczyliśmy w ciągu ostatnich trzech dni (minimum notowań z środy). Ewentualny spadek pod ten poziom po wcześniejszej próbie pokonania szczytu będzie wystarczającym sygnałem słabości byków.
A jak wyjście nad szczyt na 2406 pkt. okaże się skuteczne? Cóż, to będzie oznaczało, że moje wątpliwości były niesłuszne i wpisywały się w „ścianę strachu”. Ostateczne przemyślenia pozostawiam Czytelnikom.

