Weekendowa Analiza Futures
6 lutego 2010, 19:51
Ostatnie dni wydają się potwierdzać ubiegłotygodniowe założenie, że osiągnięcie okolic 2000-2100 pkt. wydaje się prawdopodobne. Teraz jest jeszcze bardziej prawdopodobne, choć nie jest wykluczone, że akurat w nadchodzących dniach przyjdzie nam wykreślić korektę.
Spoglądając na wykres tygodniowy indeksu WIG20 łatwo zauważyć, że coś zaczęło się dziać. Wprawdzie już przed ostatnim tygodniem pojawiły się sygnały, które pozwalały spodziewać się przeceny, ale dopiero teraz fakt słabości rynku zaczął do wszystkich docierać. Wielkość czarnej świecy robi wrażenie. Jest ono tym większe, że przecież faktycznie na tą świecę składają się jedynie dwie sesje.
Małe porównanie. Licząc od szczytu indeks spadł o ponad 12 proc. Licząc po ekstremach, to nadal nie jest spadek większy od czerwcowo–lipcowego (13,8 proc.). Zatem mówienie o zmianie trendu wydaje się w tej chwili przedwczesne. Owszem, korekta jest zacna, ale to nadal jest tylko korekta. Jak pamiętamy, nadal nią będzie dopóki poważnie nie zostanie przełamany poziom 2000 pkt. W tych okolicach przebiega obecnie wewnętrzna linia trendu, która przez ponad rok wyznacza nam tempo zmian na rynku. Pewnie kiedyś przestanie być ona obowiązująca, ale skoro nadal działa, to nie ma powodu, by się nią nie kierować.
Tu wskazówką jest także rynek amerykański. Utarło się tam twierdzić, że bessę i hossę wyznaczają zmiany indeksów o 20 proc. Ja mam nieco odmienną opinię, ale zdanie wielu należy szanować, a zwłaszcza wtedy, gdy może ono wpłynąć na rynek. Można więc powiedzieć, że Amerykanie będą czekać na chwilę, gdy np. indeks S&P500 spadnie od szczytu o 20 proc. Biorąc pod uwagę ekstrema oznacza to spadek od szczytu do poziomu 920 pkt. Jak więc widać, jesteśmy teraz nawet nie w połowie drogi.
Wnioski o tym, że przecena ma szansę się powiększyć, po takiej świecy tygodniowej, nie są szczególnie odkrywcze. Z przekory więc pokażę teraz dwa wykresy, które mają tą pewność nieco zmniejszyć. Wprawdzie sam w tej chwili zakładam, że spadek będzie kontynuowany, ale między innymi przez poniższe wykresy zakładam możliwość przynajmniej zatrzymania spadków w nadchodzącym tygodniu. Czy będzie to zatrzymanie chwilowe, czy też będzie trwało dłużej, to już inna sprawa i prawdę mówiąc nie bardzo mnie to teraz interesuje.
Proszę rzucić okiem na dwa wykresy:
Oba sporządzone są w skali arytmetycznej, która moim zdaniem przy tego typu zmianach może być myląca, ale sam układ jest ciekawy. Co ważne, trzeba się liczyć z tym, że część inwestorów porusza się właśnie wg skali arytmetycznej i taka sytuacja skłoni do zakupów. AT to w wielu aspektach podejście subiektywne i nie mam zamiaru sprzeczać się o to, która skala jest właściwsza. Myślę jednak, że warto znać sytuację w obu, by w maksymalnym stopniu nie dać się zaskoczyć rynkowi.
Oprócz wspomnianych wykresów za przynajmniej zatrzymaniem spadku przemawia także skala przeceny, jaka pojawiła się w ostatnich dwóch dniach. Mimo sporego pesymizmu, jaki daje się wyczytać w komentarzach, czy choćby tytułach, wielu graczy tą przecenę stara się wykorzystać do wejścia na długą stronę rynku. Takie działanie ma uzasadnienie jeśli sądzimy, że po tym okresie słabości powrócimy do wzrostów. Myślę, że jest na to szansa, ale nie odważyłbym się wejść na rynek bez wyraźnych sygnałów. Zatem ani teraz, ani wtedy, gdy ceny spadną w okolice 2000 pkt. (o ile spadną) nie będę myślał o zmianie nastawienia na pozytywne, dopóki rynek sam nie da ku temu podstaw.
Wspomniana aktywność byków jest widoczna po zachowaniu LOP. Ta w trakcie piątkowej sesji mocno rosła. Oczywiście, to znak, że trend (w tym wypadku spadkowy) ma się dobrze. Tylko warto przypomnieć, że podobne zachowanie mieliśmy, gdy ceny rosły. Wtedy podaż nie uciekała, ale powiększała pozycje. Teraz podobne zachowanie widać po stronie popytu. Można odnieść wrażenie, że nasi gracze (po obu stronach) się niczego nie boją i z kamienną twarzą przyjmują to, co im rynek daje. Nasuwa się kolokwialne porównanie zawierające w sobie odniesienie do nabiału i stali.
Wielką chęć do zakupów już na tych poziomach można tłumaczyć dwojako. Spadek cen uznaje się za sprzyjającą przecenę w ramach trwającego trendu wzrostowego, a więc kupujący zakładają, że trend się utrzyma. To wskazywałoby na przekonanie, że wykres raczej pod poziom 2000 pkt. nie spadnie. Tylko nadal niewiadomą jest dlaczego już teraz? Czyżby po tak szybkiej przecenie, o ile jej tempo będzie utrzymane, przyjdzie czas na równie szybkie odbicie? Sporo tu niewiadomych i spekulacji. Nie wiem zresztą, czy jest sens to roztrząsać. W końcu naszym zadaniem jest trzymać się tego, co wskazuje sam rynek, a ten na razie od wzroście cen nie pozwala nawet myśleć.
Intrygująco w kontekście oceny możliwości kontynuacji spadku wygląda sytuacja na rynku dolara, w szczególności na parze eurusd.
W ostatnim tygodniu para zjechała pod poziom, który wielu uznawało za ważny (1,3800). Teraz okazuje się, że rynek jest dwie figury niżej. Zresztą nie o poziom tu chodzi, ale o sam fakt, że spadek postępuje i wygląda na to, że będzie postępował nadal. Trzeba pamiętać, że ostatnio rynki są mocno przywiązane do zmian wartości dolara. Mocniejszy dolar osłabia rynki akcji. Można uznać, że dopiero zatrzymanie tendencji wspierającej dolara wpłynie pozytywnie wyceny akcji na świecie.
Jak wspomniałem wyżej, po silnej przecenie przyszedł czas na choćby próbę wykreślenia jej korekty. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, pojawienie się korekty sprawi, że będzie można przeprowadzić ocenę sił obu stron rynku. Na razie podaż sprawia wrażenie niezwyciężonej, ale dopiero przebieg korekty i skala odbicia odda faktyczny poziom siły i nastrojów.
Korekta się także przyda z innego powodu. Po jej wykreśleniu będzie można wyznaczyć nowy niższy poziom oporu, który potencjalnie będzie podstawą do zmiany nastawienia. Na razie bowiem pierwszym poziomem oporu jest środowy szczyt, który znajduje się nad 2400 pkt. Podejście do tych okolic wiązałoby się z pełnym zanegowaniem ostatniego spadku, co oczywiście jest teoretycznie możliwe, ale wydaje się w tej chwili mało prawdopodobne.




