Weekendowa Analiza Futures
23 stycznia 2010, 19:24
Ten tydzień okazał się przełomowy. Doszło jednocześnie do wyznaczenia nowych rekordów trendu oraz pojawienia się sygnałów sprzedaży, które gracze powinni brać poważnie, a przynajmniej uznać je za ważne ostrzeżenia. O ile jednak uwidoczniona słabość rynku jest wyraźna, to mimo wszystko, za wcześnie jest, by wpadać w czarne nastroje. Podaż, by wygenerować poważny sygnał musi się jeszcze natrudzić, a nawet jak to uczyni, wcale nie będzie musiało to oznaczać końca rozpoczętego w lutym ubiegłego roku trendu.
Tydzień zaczął się w zupełnie innych nastrojach. Trwała konsolidacja pod szczytami trendu, z której ceny wybiły się górą. Radość byków nie trwała jednak długo. Nowe rekordy nie zwiększyły aktywności po stronie popytu. W czwartek ceny wyraźnie osłabły, a w piątek pojawił się ruch, który przekreślił fakt wcześniejszego wybicia w górę obnażając słabość kupujących. Tą słabość dało się odczuć już od jakiegoś czasu, a jej przejawem na wykresach było zatrzymanie zwyżki w pewnej odległości do linii, która uchodziła za poziom oporu. Swoje także pewnie zrobił „okrągły” poziom 2500 pkt.
Fiasko ataku na szczyty zmobilizowało sprzedających. Otrzymali oni także kilka impulsów wspierających, jak plany zmian regulacji dotyczących amerykańskiego systemu bankowego oraz plotki na temat możliwości braku akceptacji dla przedłużenia szefowania Bena Bernanke na nową kadencję. Co do powodów przeceny to zawsze można dyskutować. Dla nas jest ważny sam fakt, że rynki światowe, a wraz z nimi i nasz, odnotowały znaczące osłabienie.
W efekcie tego osłabienia ceny, a wraz z nimi indeksy, wykonały ruch w tempie, który nie był dawno widziany. Dzięki temu można domniemywać, że okres niskiej zmienności właśnie się zakończył i czeka nas przynajmniej kilka tygodni większych zmian.
W krótkim okresie przewagę ma podaż. Nie ma chyba z tym co dyskutować. Inna sprawa, jak długo będzie ona trwała i czy przypadkiem szybko się ten ruch nie skończy. W trakcie wzrostów w ostatnich 11 miesiącach zdarzały się momenty chwilowej przewagi podaży, które trwały jednak krótko, a po jakimś czasie ceny powracały do trendu i wyznaczały jego nowe szczyty. Tak też może być I tym razem.
Może, ale nie musi. Jak już wspomniałem, w krótkim okresie przewagę ma podaż, ale w średnim sprawa nie jest jeszcze rozstrzygnięta. O długom terminie na razie nie ma co gadać.
Z punktu widzenia krótkoterminowego środowy szczyt jest początkiem nowego ruchu spadkowego. Czy ten sam szczyt będzie równie ważny dla graczy średnioterminowych? Jest na to szansa, ale warunkiem jest przebicie się przez wsparcie, jakim jest linia łącząca lokalne minima z ostatniego półrocza (na wykresie ma ona kolor czerwony).
Jaki potencjał ma ten ruch? Jeśli faktycznie wykres wyjdzie pod poziom wspomnianej linii, co od biedy będzie można uznać za wyjście z formacji klina zwyżkującego, to sytuacja stanie się znacznie ciekawsza. Obecnie, pomimo tych dwóch dni spadków nie możemy wykluczyć, że mamy po prostu do czynienia z kolejnym wahnięciem, które ma sprowadzić ceny do poziomu linii, od której się one odbiją. Teoretycznie taka możliwość musi być brana pod uwagę, choć przyznam, że skłaniałbym się raczej do możliwości głębszego spadku.
Taki głębszy spadek sprawiłby, że przeceny należałoby oczekiwać już nie w skali dni, ale tygodni. Pojawiłaby się korekta, którą wielu wyglądało już od dłuższego czasu. No właśnie. Korekta, czy koniec trendu? Jak już wspominałem o końcu trendu nie można mówić. Na razie zakładamy, że to tylko korekta.
Jaka może być jej wielkość? Myślę, że kluczowym będzie tu poziom wewnętrznej linii trendu (linia pogrubiona na wykresie dziennym). Jeśli założymy, że korekta potrwa kilka tygodni, to linia ta wyznacza nam możliwy zasięg spadków w okolice 2000-2100 pkt. Zachowanie cen w okolicy tej linii będzie dla nas wskazówką, jak ważny jest wyznaczony w tym tygodniu dołek. Jeśli linia spełni swoje zadanie i powstrzyma dalszą przecenę, to trzeba będzie nawet wziąć pod uwagę scenariusz powrotu do wzrostów wraz z możliwością wyznaczenia nowych rekordów.
Spadek korekcyjny do 2000-2100 pkt. będzie bowiem uznany za relatywnie niewielki i w związku z tym pojawi się wniosek o tym, że trend ma się całkiem nieźle. No, a skoro już tą wyczekiwaną korektę mielibyśmy za sobą, to być może czekałaby nas kolejna ciekawa fala zwyżek.
Sytuacja miałaby się nieco inaczej, gdyby wewnętrzna linia trendu nie utrzymała rynku i wykresy by ją pokonały. Wtedy należałoby się spodziewać zjazdu w okolice poziomu 1750 pkt. To tam znajduje się dołek wakacyjnej korekty i za jakiś czas przebiegać tam będzie linia równoległa do wewnętrznej, ale pociągnięta od minimum bessy. W tej chwili myślę, że jest to scenariusz pesymistyczny i więcej szans dałbym jednak opcji obrony okolic 2000-2100 pkt. Zresztą na razie nie ma co dywagować nad tym, czy te okolice się wybronią, skoro najpierw musi dojść do przełamania wsparcia ustawionego znacznie wyżej.
Istotność strefy 2000-2100 pkt. nie wynika tylko z faktu przebiegu wewnętrznej linii trendu. Ma on także pośrednie potwierdzenie w postaci dołka z połowy sierpnia 2009 roku. To pierwszy ważniejszy dołek, który budował tą półroczną zębatkę. Myślę, że choćby z tego faktu jest to ważna okolica. Nie jest wykluczone, że dojdzie choć do jej testu, ale musiałby to się stać dość szybko (w ciągu dwóch tygodni), bo później linia trendu by to utrudniała. Cóż, zobaczymy.
Podaż ma okazję, jakiej dawno nie miała. To od niedźwiedzi zależy, czy dojdzie do przełamania wsparcia, a jeśli dojdzie, to droga do zakresu 2000-2100 pkt. będzie stała otworem. Większy spadek chyba jeszcze nam nie grozi. Późniejszych scenariuszy może być wiele. Łącznie ze spotkaniem się w październiku na poziomie 3000 pkt., ale o tym innym razem.

