Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Weekendowa Analiza Futures

Rok: Miesiąc

Weekendowa Analiza Futures

19 grudnia 2009, 21:39

Ostatni tydzień był spokojny tak pod względem zmian cen, jak i aktywności graczy. Czy to tylko cisza przed burzą? Z jednej strony okres przedświąteczny nie jest najlepszym do poważnych rozgrywek, ale z drugiej okoliczności rynkowe wskazują na możliwość pojawienia się wyraźnej zmiany cen.

Piątek przyniósł lekki spadek cen. W sumie nic ważnego, bo to ostatni dzień notowań serii grudniowej, a więc do zmian cen w takim dniu podchodzić trzeba z rezerwą. Jedynym istotnym wydarzeniem było zatrzymanie spadku cen na poziomie wsparcia. Dotyczy to tak indeksu…

…jak i kontraktów, choć tylko jeśli weźmiemy pod uwagę przebieg notowań samej serii marcowej.

Punktem wyjścia dla kolejnych notowań jest zatem ciekawa sytuacja techniczna. Po kilku dniach szybkiej przeceny przez ponad tydzień na wykresach uformowała się nam mała konsolidacja. Sama w sobie jeszcze niewiele znaczy, ale zauważmy, że jej kreślenie musi teraz dobiec końca. Ceny bowiem zawisły na linii trendu wzrostowego. Linia, jak linia, ale dla wielu graczy jest to ważny poziom, gdyż ogranicza ona od dołu wykres, który od wiosny znajduje się w dość mocno nachylonym trendzie wzrostowym. Tym samym, przebicie linii, oznacza automatycznie wyjście z kanału, czyli potencjalny zwrot tendencji. Już samo to może prowadzić do wniosku, że ewentualny spadek może być zdynamizowany przez tych, którzy na ten kanał zwracają uwagę.

Jak zapewne część czytelników wie, ja ten kanał uznaję za jeden z dwóch możliwych narzędzi, którym warto się przyglądać. Wspomniane opuszczenie kanału sprawi, że na placu boju pozostanie tylko jedno narzędzie – linia wewnętrzna (na wykresie indeksu pogrubiona) oraz równoległe do niej linie. Obecnie bardziej nas interesuje ta górna.

Wspomniane zawiśnięcie musi zakończyć się albo odbiciem i wzrostem cen w kierunku szczytów, albo przełamaniem i spadkiem w kierunku wsparcia na 2200 pkt., a być może i niżej. Wniosek niezbyt odkrywczy prawda? No to teraz dorzućmy mały „bias”. Z jednej strony mamy argument trendu, jaki od biedy jest kreślony. Nie ma co się spierać – dołki są coraz wyżej. Podobnie jak szczyty. Argument dołków przestanie obowiązywać, gdy ceny spadną pod poziom minimum z 27 listopada (dla indeksu jest to 2236 pkt.). Czy na rozwianie wątpliwości należy czekać do tej chwili? Zapewne gracze najbardziej zachowawczy tak postąpią i jest to działanie zrozumiałe, ale pewnie część uczestników rynku będzie chciała skorzystać z szybszych narzędzi.

Tu dochodzimy do „drugiej strony”. O ile bowiem trend nadal jest wzrostowy, to oznaki jego zmiany pojawią się już wcześniej, zanim pokonany zostanie wspomniany dołek. Po pierwsze, będzie to także wspominany już dolny brzeg kanału. Kto nie lubi mocno pochyłych linii, może – to jest po drugie - posiłkować się dołkiem wyznaczonym 10 grudnia (dla indeksu to poziom 2309 pkt.). Wadą tego dołka jest to, że nieco poniżej znajduje się jeszcze jedna linia, która potencjalne jest w stanie zatrzymać wykres, a jest nią linia łącząca lokalne dołki, jakie pojawiły się od sierpnia do teraz (na wykresie indeksu linia czerwona). Może więc dopiero jej przełamanie będzie sygnałem?

Narzędzie można wybrać samodzielnie. Moim zdaniem skorzystanie z dołka z 10 grudnia ma szansę być skuteczne. Po pierwsze, wiązałoby się to z wyjściem z kanału, co już powinno pomoc niedźwiedziom, a po drugie mamy okres umocnienia dolara, a więc raczej utrudnia to wzrost cen na rynku akcji.

Wspomnienie o dolarze nie jest przypadkowe. Ostatnie ruchy umacniające amerykańską walutę mają wpływ na wiele rynków. Jak można zauważyć, nadal panuje postrzeganie zielonego, głównie jako waluty finansującej „carry trade”. To ma tu swoje znaczenie. Jak jawi się najbliższa przyszłość dolara? Myślę, że w najbliższym czasie kluczowe będą tu dwa wydarzenia. Chodzi o styczniową i lutową publikację danych dotyczących amerykańskiego rynku pracy (chodzi więc o dane za grudzień i za styczeń).

Trend ostatnich publikacji jest znany. Sytuacja się poprawia, a rewizje jeszcze tą poprawę podgrzewają. Można więc liczyć na to, że i na początku stycznia pojawi się raport, który pokaże przynajmniej mały spadek liczby miejsc pracy, a nie należy wykluczyć, że pojawi się wzrost liczby etatów, który być może będzie także poparty rewizją danych za listopad, co w efekcie dałoby dwa z rzędu miesiące z dodatnim wynikiem. Nie bądźmy jednak pazerni. Wystarczy, że odczyt grudniowy będzie na poziomie listopadowego.

Już teraz doszukiwano się w komunikacie po posiedzeniu FOMC jakichś sygnałów wskazujących na to, że komitet zauważył poprawę na rynku pracy, a tym samym, że pojawiła się przesłanka za tym, by szybciej niż wcześniej oczekiwano spodziewać się momentu rozpoczęcia podwyżek stóp procentowych. Fed jednak nie uwypuklił jakoś szczególnie sytuacji na rynku pracy. Uznano, że wolniej się kurczy, ale przecież nie tego oczekiwano.

Rezerwa FOMC jest zrozumiała jeśli weźmie się pod uwagę nie tylko napływające co miesiąc dane i ich tendencję, która bezdyskusyjnie jest pocieszająca, ale także to co nas czeka w momencie publikacji danych za styczeń. Jak co roku bowiem, wraz ze styczniową zmianą liczby etatów, publikowana jest rewizja danych za poprzednie miesiące wynikająca z porównania szacunków (rewizja polega na podaniu sumarycznym liczby, a nie rewidowaniu poszczególnych odczytów za poprzednie miesiące), jakie są podstawą publikowanych raportów z danymi pochodzącymi z rejestrów bezrobotnych. Sprawa jest dość skomplikowana, ale ogólnie chodzi o to, że w trakcie roku szacuje się ile osób straciło pracę w wyniku upadku pracodawcy oraz ile osób zostało zatrudnionych przez nowe podmioty. Zarówno bowiem upadające podmioty, jaki i nowe, nie mają szansy wziąć udziału w ankiecie, będącej podstawą wyliczeń do raportu.

Dość powiedzieć, że w ubiegłym roku w wyniku tej rewizji styczniowy spadek liczby etatów został powiększony o 356 tys. Ile będzie w tym roku? Jak do sprawy podejdzie rynek, gdy podobna liczba pojawi się w danych za styczeń? Po tak radosnych nowinach za listopad i grudzień, spadek o 350 tys.? Ba, właściwie jest jeszcze gorzej. Mianowicie, w treści raportu o stanie rynku pracy, jaki został opublikowany w październiku, znajdziemy szacunek tej styczniowej rewizji. Wynosi on – uwaga – 824 tys. Tak, obecnie aktualny jest szacunek, mówiący o tym, że wielkość spadku liczby etatów w sektorze pozarolniczym sygnalizowana przez oficjalne dane w tym roku jest mniejsza od faktycznej o ponad 800 tys. etatów i taka liczba (o ile ten szacunek się potwierdzi, choć oczywiście może jeszcze ulec zmianie) pojawi się na początku lutego w danych za styczeń. Dla porównania, wiele tygodni temu administracja Prezydenta Obamy pochwaliła się, że dzięki dotychczasowym wysiłkom i planom stymulacyjnym udało się oszczędzić ok. 640 tys. miejsc pracy.

Nie wiem, jaka będzie ostateczna liczba rewizji, ale dwie podane powyżej dają jakiś rząd wielkości. Ok., można powiedzieć, że przecież ta rewizja jest znana. Skoro ja to piszę, to wiedzą o tym traderzy. Być może, choć nie tylko o lutowy raport tu chodzi. Tu chodzi o całość prognoz dotyczących rynku pracy w USA, dotyczących potencjału konsumpcji, a zatem i dynamiki PKB. Jak podejść do tematu jeśli okaże się, że faktycznie rynek pracy w tym roku skurczył się 20 proc. bardziej niż sądzono?

Teraz wstrzemięźliwość FOMC wydaje się bardziej zrozumiała. Po pierwsze, nie jest znana na razie wielkość rewizji, ale już wiadomo, że będzie spora, a po drugie, jej pojawienie się skokowo pogarsza ocenę rynku pracy. Oczywiście mowa tu o rynkach, bo członkowie FOMC świetnie zdają sobie z tego sprawę. Gdy rewizja się pojawi, nagle wielu uczestników rynków zrozumienie, dlaczego ociągano się z radością z comiesięcznych danych.

Jak w takiej sytuacji wyglądać może rynek? Tu już zaczynamy niebezpieczną zabawę w prognozy, a więc należy do nich podchodzić z dystansem i zawsze za ostateczne uznać sygnały techniczne. Jeśli wiec dojdzie wkrótce do wyjścia z kanału wzrostowego tym samym linia kanału straci wyraźnie na znaczeniu wobec linii wewnętrznej, gdyż to ona byłaby tą, która nadal pracuje. Wyjście z kanału oznacza spadek cen, który na początku roku może otrzymać kolejne argumenty w postaci przypuszczalnie dobrego raportu o stanie rynku pracy w USA. Jest to pozorny paradoks, gdyż przypominam, że zachowanie dolara jest rozpatrywane pod kątem carry trade. Tym samym, lepsze dane makro pomogą dolarowi, ale przeszkodzą rynkom akcji.

Pewnie ceny nie będą czekały spokojnie na tą wiadomość, ale rynek będzie antycypował umocnienie dolara i spadek zacznie się wcześniej. Gdzie nas przecena może zaprowadzić? Jest całkiem możliwe, że nawet w okolice wewnętrznej linii trendu, co by oznaczało poziom bliski 2000 pkt. W przypadku kontraktów byłoby to nieco poniżej, a indeksu nieco powyżej, co pasowałby zważywszy na to, że w momencie kreślenia dołka nastroje byłyby kiepskie, a więc baza ma szansę być ujemna.

Przypomnę tu wykres, który kiedyś wrzuciłem dla zabawy, a dziś po małej modyfikacji jakoś pasuje do tej układanki.

Linie czerwone nie są zbyt dokładne, ale w uproszczeniu potwierdzają to co mają potwierdzić. Linią przerywaną wyznaczone jest tempo spadku, po którym wykres „powinien” się ślizgać. Punkt styczności jest rozrzucony nieco, ale w przybliżeniu jest to druga połowa stycznia. Apogeum przeceny właśnie w tym czasie ma swoje uzasadnienie, gdyż zapewne wtedy rozpoczęłaby się powoli gra pod lutowy raport o stanie rynku pracy, który z założenia ma zaskoczyć i z założenia ma być po prostu kiepski. O ile więc najbliższe tygodnie nie jawią się dla rynku zbyt pomyślnie, to druga połowa stycznia i początek lutego to już zupełnie inna bajka. Oczekiwania na kiepski raport będzie wiązało się bowiem ze spadkiem wartości dolara, a wiec powrotem wzrostów na rynku akcji i towarów. Ta zwyżka, oraz jej apogeum w postaci raportu potencjalnie może spowodować dojście cen do okolic 2600 pkt. i optymizmem na rynku akcji zakończyć tą fazę wzrostów.

To może być także ciekawy okres dla notowań złota. Hiperbola robi się coraz ostrzejsza, a szczyt wydaje się nadal być przed nami. Na koniec jeszcze raz przestrzegam, to tylko jedna z koncepcji i to uwarunkowana sygnałami technicznymi. Gra jest możliwa, ale pod warunkiem, że rynek sam będzie potwierdzał nasze przypuszczenia. W innym wypadku to tylko walka z rynkiem. Ten może przecież wybrać inną ścieżkę, jak choćby płytszy spadek, czy wyższą zwyżkę. Na razie ten przebieg wydaje mi się dość prawdopodobny.

18 komentarze »

Komentarz autorstwa topol2
20 Grudzień 2009, 00:44

Są zasady rysowania linii trendu. Linię trendu przebiliśmy 19.VI, 2.XI, 9.XII. Zawsze po wyznaczeniu nowego szczytu mamy prawo poprowadzić nową linię trendu. Aktualnie jesteśmy 82 pkt pod linią trendu, co ma małe znaczenie.
Nie istnieją w analizie technicznej wewnętrzne linie trendu a w szczególności jakieś linie trendu obejmujące hossę i bessę.
Są ludzie którzy potrafia zauważyć, że w hossie istnieją inne trendy niż w bessie, że nie są to te same trendy.
A wewnętrznie możemy sobie ubrać swetr przez jego zjedzenie.
Pozdr
http://topol2.blogspot.com/

Komentarz autorstwa ms
20 Grudzień 2009, 10:09

linia trendu to tylko narzędzie pomocne w analizie, a nie jedyne. Nakreślić linię trendu nie jest łatwo więc dobrze że Pan Kamil kreśli teoretyczne linie a nie tylko jedną, która nią może nike być. Co do samej lini to ani jedna ani druga nie jest tą właściwą. 4 .12.2009 utworzył się podwójny szczyt w trakcie tworzenia którego indeks dotarł także do przebitej linii trendu. I od tego czasu rynek spada wraz z eur/usd. Dodatkowo potwierdzają to wskaźniki choćby RSI oraz wykres tygodniowy. Flaga w połowie masztu ostatecznie przypieczętuje po niedzieli to że jesteśmy już w trendzie spadkowym. Kolejny przystanek to okolice 2260 pkt na WIG20. Można jeszcze zapytać wuja Sama a dokładniej ludzi z amerykańskich banków skąd wzieli kasę na spłatę TARP, bo jak nie z giełdy to może im Ben z FED-u pożyczył bo miał trochę lewych z ostatniego dodruku.

Komentarz autorstwa ms
20 Grudzień 2009, 10:20

czyżbym prawdę napisał że nie publikujecie komentaża

Komentarz autorstwa wojtas
20 Grudzień 2009, 10:41

Kilka spostrzeżeń:
- wskaźnik Bull/Bear Ratio osiągnął właśnie poziom 3,13, czyli wyrównał rekord sprzed rozpoczęcia bessy w końcówce 2007 roku, również wtedy zwrosty po prostu się skończyły, bez żadnego “wystrzału”…
- i na polskich i amerykańskich wykresach jesteśmy blisko przecięcia 3-miesięcznej średniej (która dla tegogorcznych zwyżek zawsze była dobrym wsparciem
- i na polskich i amerykańskich wykresach pozostający w dywergencji MACD zbliża się do poziomiu równowagi i może po raz pierwszy w tym roku przekroczyć ten poziom w dół
- Baltic Dry Index od połowy listopada gwałtownie spada, mocno uprawdopodabniając korektę narynku surowców
- trend umocnienia EUR do USD został praktycznie zatrzymany, z jednej strony przez przymykanie carry trade, z drugiej przez osłabienie euro które ma podłoże fundamentalne i przy zagrożeniu obniżeniem ratingu Hiszpanii, Włoch i nadal Grecji może jeszcze potrwać
- kluczowe spółki z WIG20 są mocno przewartościowane, przykładowo:
- KGHM - obecnie C/Z 9,8 i C/WK 1,97, w szczycie 2007 roku C/Z 4,8 i C/WK 2,02 - więc jest już sporo drożej a nie ma perspektywy skokowej poprawy zysków
- Pekao S.A. - obecnie C/Z 16,9 i C/WK 2,41, w szczycie 2007 roku C/Z 20,03 i C/WK 2,98 - nie wiele nam brakuje do skrajnego przecież przewartościowania 2007 roku, a przed bankami kolejne rezerwy, w Pekao S.A. takze na Ukrainę
- Pekao Bp - obecnie C/Z 17,5i C/WK 2,56, w szczycie 2007 roku C/Z 13,5 i C/WK 3,28- jak wyżej, banki nie mają perspektywy wzrostu zysków
- Orlen - mocno zadłużony, Lotos - strategicznie nie pewny, TPSA - spadające przychody - brak perspektywy poprawy zysków przy czym wycena giełdowa sugeruje coś innego

Komentarz autorstwa głos ludu
20 Grudzień 2009, 12:20

dzień dobry.czas na zjazdy wig 20 do 1200 marzec-maj,a potem konsolidacja ok.400 punktowa ok.9-10 m-cy,i zjazd do 500-600 pkt. dolar po 8 pln.kwiecień-maj 2011.powód: może wojna z iranem.ideologię się dorobi.pozdrawiam i życzę miłej niedzieli.

Komentarz autorstwa M.C.
20 Grudzień 2009, 12:29

Do tego wszystkiego co napisał Wojtas, chciałbym dodać, że zgodnie z teorią fal każda formacja korekcyjna składa się z 3 fal. Przy założeniu, że to co oglądamy od lutego to tak zwany rajd niedźwiedzia można pokusić się o taki wniosek.
Fala A mogła mieć szczyt na poziomie 2041. Fala B mogła mieć dno na poziomie 1758, a C mogła mieć szczyt na wysokości 2453. Piszę, że mogły bo nie współgra to z współczynnikami Fibonacciego. Jeśli mam rację, to najprawdopodobniej zobaczymy powrót do bessy, ponieważ zaczną wychodzić trupy z szafy, a dokładniej zombie, może np. w postaci japońskiego długu publicznego, albo chociażby naszego ZUS. Zauważmy dodatkowo, ze całe południe U.E. to teraz wielki punkt zapalny, czy to z powodu długu publicznego Grecji lub Włoch, czy to z powodu bezrobocia w Hiszpanii.
Pozdrawiam wszystkich i obym nie miał racji

Komentarz autorstwa Lary
20 Grudzień 2009, 13:02

Generalnie zgadzam się z powyższymi prognozami, jednakże jedna rzecz mnie niepokoi a mianowicie to że wszyscy widzą spadki a jak wiadomo większość żadko ma racje

Komentarz autorstwa chris
20 Grudzień 2009, 13:31

Ciekawe! Większość komentatorów widzi spadki, więc zapewne jeszcze jakiś czas (aż do przynajmniej częściowego odszczekania złowieszczych prognoz) ich nie będzie. Dużych wzrostów zapewne też nie będzie. Wychodzi mi 2-3 miesiące horyzontu z nerwową szarpaniną ok. 100 pkt wte i wewte bez poważniejszego uzasadnienia.

Komentarz autorstwa nowy
20 Grudzień 2009, 14:46

Co do tego, że wszyscy widzą spadki właśnie twierdze odwrotnie…Tylko tu i na kilku forach można poczytać profesjonalne komentarze gdzie z “ostrożnością” wszyscy się wypowiadają przed dalszymi wzrostami i raczej i obstawiają spadek Według mnie mają rację. Poza tym osoby które grają na spadki potrafią to racjonalnie wyjaśnić a grający na wzrost patrząc na fora zazwyczaj nic konkretnego nie piszą. Jakieś 2 -3 tyg w pulsie biznesu Jeden z analityków wieścił tylko wzrosty; wręcz przypominało mi to naganianie…co mnie totalnie wkurzyło bo racjonalnie nic konkretnego nie powiedział ( nie potrafił?) widziałem jż kilku takich pewnych w Tv poza tym błysnęły mi też w necie reklamy funduszy ( arka i jeszcze jakieś..) Dodajmy fakt że niedzwiedzi jest 3 razy mniej na rynku niż byczków według oficjalnych danych ( gdzieś wyczytałem nawet, że odsetek niedzwiedzi to tylko 17% ) oraz fakt że główne banki w usa już są ustawione na S ( w USA oficjalnie informują o tym ) to resztę można sobie samemu dopowiedzieć
Pozdrawiam

Komentarz autorstwa yogibabu
20 Grudzień 2009, 14:57

“Nie istnieją w analizie technicznej wewnętrzne linie trendu…” - taki pogląd swiadczy, że kolega topol2 nie ma pojęcia o analizie tyechnicznej. Tak to zwykle zresztą bywa, że “ekspertów” zgrywają najczęściej ludzie o nikłej wiedzy merytorycznej…

Komentarz autorstwa tonieja
20 Grudzień 2009, 16:27

Większość ma zazwyczaj rację - o tym świadczą trendy .
Większość nie ma racji tylko w ISTOTNYCH PUNKTACH ZWROTNYCH -

Komentarz autorstwa artur
20 Grudzień 2009, 16:39

No to fajnie, że “wiemy” gdzie teraz rynek podązy i że “nie mamy” problemu z wyznaczaniem lini trendu ( czyli tendu ). Na ten oczywisty czas NIEDźWIEDZIA proponuję “łapać” wszelkie średnioterminowe sygnały do zajęcia pozycji długiej. Pozdrawiam i życzę Wesołych i Dobrych Świąt

Komentarz autorstwa tomek
20 Grudzień 2009, 17:47

Do topol2 - “Ostatnio index rynków wschodzących przebił spadkową linię trendu” to jest pierwsze zdanie na twoim blogu. Pytanie od kiedy linie są spadkowe ? myślałem że jest coś takiego jak linia trendu spadkowego, a nie spadkowa linia trendu… radzę ci zacząć lekturę Murphy’ego może coś ci pomoże

Do wojtas - wszystko fajnie przedstawiłeś, tylko wytłumacz mi po co ktoś teraz kupuje te przewartościowane spółki … ??

Do nowy - podaj link z taką informacją bo pierwszy raz o tym słyszę…

Moim zdaniem należy zwrócić uwagę na bazę która wynosi +41 pkt!!!!! Ten fakt świadczy tylko o jednym…

Komentarz autorstwa jarek
20 Grudzień 2009, 18:39

Tak, na walutach wszystcy tez wieszcza mocnego dolara. Widze juz tylko targi, czy poleci do 1,4050, 1,3750 czy moze 1,3350. Moje watpliwosci co do kontynuacji tego kierunku wynikaja z obserwacji 3 par: USD/CHF nier moze przebic 1,05; USD/ CAD nie moze przenic 1,07. Funt tez trzyma sie zastsnawiajaco mocno. Ropa nie leci w dol. Moze sie myle, ale od strony walut wyglada to tylko na korekte EUR/USD. Zauwazmy, ze zlotowka tez ma klopoty z wyjsciem ponad 4,23 na EUR/PLN. W tej ukladance troche miesza jen, ktory wyraznie slabnie (na USD/JPY na razie tylko) i wyglada na to, ze na EUR/USD widac chec wycofania sie z dolara na carry trade. EUR/JPY zawsze bardzo synamicznie odbija od okolic 127. Podpowiada mi to, ze EUR/USD ruszy niedlugo w kierunku szczytow na 1,60. Pocvzytajcie sobie prognozy dla zlotowki, wszystcy obstawiaja mocnego PLN - ostatnio BRE po 3,80 sredniorocznie w 2010. Czy to moga byc zapowiedzi spadkow na gieldach. Raczej nie. Jezeli dodam, ze MIDWIG 80, jak zwykle wyprzedza przyszly trend, to obstawiam 3:2, ze od poczatku roku nastapia wzrosty, byc moze w kierunku 2,600, o ktorym przeczytalismy w raporcie.

Komentarz autorstwa wojtas
20 Grudzień 2009, 18:42

Do Tomka:
- aktywa funduszy inwestycyjnych wzrosły w listopadzie po raz 9 z rzędu, przekraczając 90 mld zł, wzrost w listopadzie wyniósł 1,8%. Ponadto carry trading, do momentu gdy się odwróci oznacza inwestowanie w szerokie portfele aktywów, bez oglądania się na szczegóły, pompowane są surowce przemyslowe, spożywcze, nieruchomości, rynki akcji i obligacji - to z grubsza skąd bierze się popyt w tej chwili. Po za tym tak na marginesie - kto kupował pod koniec 2007 roku? - na kocu zawsze frajerzy.

Komentarz autorstwa taczka szortów
20 Grudzień 2009, 21:34

od dawna mam poważne uwagi do rysowania linii trendu (pierwszy rysunek). KJ stosuje tu radosną twórczość: usilnie lansuje jakieś naciągane kanały czy linie które od dawna byłyby przecięte gdyby wyrysowano je prawidłowo jak np. linia prowadzona od dołka całej bessy i nie zaczepiona w żadnym innym dołku. uczono mnie że linia trendu ma rację bytu przy co najmniej 2 punktach podparcia. a to?? co z tego że jest równoległa do wyimaginowanej linii górnej? linia wewnętrzna- też radosna inwencja. może i graficznie to wygląda ładnie i pasuje ale przecież te narzędzia nie mają żadnego waloru! To tak jakby w końcówce hossy w 2007 r. uzasadniac drożejącą ropę rosnącymi kursami akcji deweloperów- efekt czysto graficzny tworzony przez ogólne spekulacyjne bąble. co do wykresu 1. jak dla mnie istotną wartość ma (dobrze narysowana -wow!) linia od sierpnia prowadzona po dołkach, widać że się sprawdza i już niebawem powinna zostać przebita. zgadzam się z argumentacja merytoryczną - być może pojawi sie jeszcze jedno dźwignięcie na nowe szczyty (wtedy to już na gigadywergencjach) po czym wielkie spadki. w pierwszym rzucie stawiam na okolice 900 dla SP500 i 1800 dla W20 (do wiosny) potem mierne korekty i dalej macanie dołków z lutego. recesja trwa a fikcja serwowana przez murzyńską komunę z białego domu i niemoty z fedu doprowadzi do kompletnej klęski. wnioski: w okolicach 2400-2500 można spokojnie zbierać taczki szortów. zysk będzie gigantyczny!!! pozdrawiam trzeźwo myślących a naganiacze na fundusze akcji - won.

Komentarz autorstwa pawel
20 Grudzień 2009, 21:38

Tomek, a po co i kto kupował przewartościowane spółki jak byliśmy pod 4000 pkt.? :)
Ja bym się skłaniał do jeszcze jakiegoś podejścia w okolice 2500 i wtedy bym pakował S, ale jak będzie zobaczymy. Ja sobie rozpisałem kilka wariantów.

Moją opinie i przemyślenia jak ktoś chętny może poczytać na tym blogu analizatechniczna.eu

Bardzo podoba mi się ten wykres Pana Kamila z liniami stycznymi w okolicy 2000 pkt. :) Jeszcze czegoś takiego nie widziałem, a wygląda bardzo przekonująco, że zaczniemy się wreszcie tam ześlizgiwać w niedalekiej przyszłości.

Komentarz autorstwa tanaś
20 Grudzień 2009, 22:51

Wiem tylko jedno, że nie mogą mieć wszyscy jednego zdania bo nie byłoby handlu. Na razie fundusze mają spory dopływ gotówki i czekają na okazję uzupełnienia portweli na niektórych Firmach co pokazał fiksing w sobotę. Jak długo to potrwa?- myślę, że kilka ładnych tygodni. Potem pomyślimy. Pozdrawiam wszystkich zatroskanych z okazji Swiąt.

Zostaw komentarz