Weekendowa Analiza Futures
12 grudnia 2009, 20:17
Jeśli kierować się wskazaniami najszybszych narzędzi analizy technicznej opartych o wykresy dzienne, to w tym tygodniu miało miejsce pełne wahnięcie korekcyjne, które teraz powinno zostać zakończone wyjściem cen nad 2382 pkt. (kontrakty). Gdy do tego wyjścia dojdzie, trzeba będzie założyć, że ceny rozpoczynają kolejną falę wzrostu, która może skutkować wyznaczeniem nowych maksimów trendu.
Ten klarowny z pozoru scenariusz ma kilka dziur. Po pierwsze, faza spadku trwała relatywnie krótko, co pozostawia wątpliwość, czy faktycznie się ona już zakończyła. Po drugie, poziom wyprzedania rynek osiągnął w czwartek, a piątkowe zachowanie cen nie przekonuje do tezy, że popyt wraca na rynek. Stąd też warunek powrotu do nastawienia pozytywnego oparty o poziom cen. Jeśli zwyżka faktycznie się pojawi, wszystkie elementy układanki będą na swoim miejscu. To w końcu ceny są zawsze ostatecznym czynnikiem rozstrzygającym. Nie można bowiem wykluczyć scenariusza pogłębienia spadku, a przynajmniej przetestowania ostatnich dołków, by popyt sam przekonał się o swojej sile. Na razie bowiem zakupy czynione są niemrawo.
Kilka ostatnich szczytów oraz dołków było sygnalizowanych przez oscylatory. Obecną fazę zmian na rynku należałoby nazwać wzrostem, bo w końcu kolejne szczyty są na wyższych poziomach, a podobny układ widać także w przypadku dołków. Nie jest to jednak jednorodny trend, ale coś co przypomina zęby nachylonej nieco piły. Gdy jakiś czas temu wspominałem, że oczekuje fazy znacznej zmienności nastrojów to przyznam, że nie dokładnie o to mi chodziło. Dotychczasowe zygzaki nie przypominają tych z roku 1938 kreślonych na średniej przemysłowej, czy transportowej (chodzi tu także o podobieństwo aktualnych przebiegów indeksów amerykańskich). Prawdziwą zmienność nastrojów zapewne nadal mamy przed sobą, a teraz jesteśmy w fazie wygasania fali zwyżki rozpoczętej w latem.
Dopiero, gdy ta fala zupełnie zgaśnie, nadejdzie prawdopodobnie czas wspomnianej większej zmienności i ruchów w różnych kierunkach o znacznie większej amplitudzie. Wtedy zabawa będzie ciekawsza. Co do możliwego poziomu zakończenia zwyżki nadal realnym wydaje się scenariusz okolic 2600 pkt. Raz, że w tych właśnie okolicach stykają się pracujące w ostatnim czasie linie trendu (przełom stycznia i lutego), a dwa, że podobny poziom można wyznaczyć zakładając, że wspomniana fala wzrostu rozpoczęta w lipcu, będzie podobnej wielkości, jak ta, która rozpoczęła tegoroczne odbicie. Nie bez znaczenia jest także fakt, że właśnie okolice 2600 pkt. to poziom zniesienia połowy bessy. Wszystko to razem sprawia, że z podejściem cen do tego rejonu należy się liczyć, choć jak zwykle, to nie opory są dla nas najciekawsze, ale poziomy wsparcia.
Obecnie najbliższym poziomem wsparcia jest ostatni lokalny dołek wykreślony w piątek przed dwoma tygodniami. Wtedy miało miejsce największe zamieszanie związane zawieszeniem przez Dubaj spłat zadłużenia. Jak już wiemy, w odbiorze tego faktu było więcej medialnej paniki, gdyż rynki zachowały zimną krew. Nie można wykluczyć, że podobne wydarzenie może się jeszcze pojawić, ale już teraz wiadomo, że nawet na medialną panikę nie ma co liczyć. Oczywiście kilka punktów zapalnych dałoby się znaleźć, ale one są właśnie gaszone (jak choćby Grecja) i już poważnie zagrażać nie będą.
Zatem skoro już gorzej nie będzie, to będzie tylko lepiej? To nie jest takie proste. Na razie wnioski są takie, że powoli wracamy do normalności. Motyw strachu wycofuje się z rynków i zaczynamy ponownie rozgrywać piłkę na modłę sprzed kryzysu. Pełnej normalności jeszcze nie ma, ale powoli pojawiają się jej przebłyski. Jednymi z najpoważniejszych jest zachowanie wyceny dolara w chwili publikacji pozytywnych danych makro w USA. To już nie jest „wzrost akceptacji ryzyka prowadzący do osłabienia dolara”, jak na podobieństwo katarynek powtarzały agencje, ale efektem jest mocniejszy dolar, co przypomina normalne czasy, gdy lepsze wiadomości dotyczące danej gospodarki wspierały jej walutę.
Zmiana nastała na razie w odbiorze danych, ale to jeszcze nie musi oznaczać zmiany trendu samego dolara, który ma nadal spore szanse na osłabienie przekraczające niedawne dołki. Zapewne poziom 1,5150 wobec euro będzie pokonany.
Stoi za tym polityka taniego pieniądza, która nadal jest prowadzona i która zbyt szybko nie zostanie zmieniona. Słaby dolar jest na rękę amerykańskiej gospodarce, bo poprawia wynik wymiany z zagranicą. Wprawdzie istnieje ryzyko przypałętania się inflacji, ale na razie jest ono małe i nie spędza snu z powiek decydentom.
Powrót do pozytywnych walutowych reakcji na dobre dane sprawia, że rynki akcji muszą ponownie przekształcić mechanizm reakcji na zmiany na rynkach walutowych. Do niedawna ceny akcji rosły na wieść o słabszym dolarze, bo to oznaczało więcej zaufania, a spadały, gdy wzrastała wartość dolara, bo to oznaczało przepływ kapitału w bezpieczne miejsce. Teraz wzrost wartości dolara może oznaczać wyjście z kapitału z innych rynków w związku z możliwością podniesienia kosztu pieniądza w USA – czyli zamykanie pozycji carry trade.
Wygląda na to, że obecnie wchodzimy w fazę wyczulenia na przyszłe możliwe ruchy amerykańskich władz monetarnych. Lepsze dane będą sygnałem do umocnienia się dolara, gdyż przybliżają one termin rozpoczęcia podwyżek stóp procentowych. Słabsze dane będą ten termin oddalały. Jak będą w takiej sytuacji reagować rynku akcji? Czy cieszyć się z dłuższego okresu taniego pieniądza w USA, czy martwić słabszymi danymi? Czy cieszyć się z lepszych danych, czy martwić możliwością wzrostu stóp procentowych? Nie jest wykluczone, że właśnie ten brak precyzji i jasnych reguł będzie stał za możliwym rozchwianiem rynku, którego w najbliższym czasie (miesiącach) oczekuję.
Konkluzją jest stwierdzenie, że spadek cen, jaki miał miejsce w tym tygodniu nie wygląda na początek wielkiej przeceny. O ile czwartkowo-piątkowe wahania nie wzbudzają większego zaufania w siły kupujących, to należy się liczyć, że nawet w sytuacji pogłębienia tego spadku ceny wkrótce powrócą w okolice maksimów trendu, a możliwe jest, że go pokonają. Od góry ogranicza wykres linia łącząca kilka ostatnich szczytów, która systematycznie pnie się w górę i na koniec stycznia będzie w okolicy 2600 pkt. Obecnie poziomem wsparcia dla wykresu jest dołek na 2254 pkt. Jego przełamanie byłoby sygnałem pojawienia się mocniejszego spadku, albo przynajmniej przestraszyłoby rynek taką perspektywą.

