Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Weekendowa Analiza Futures

Rok: Miesiąc

Weekendowa Analiza Futures

29 listopada 2009, 13:32

Ostatnie dni na rynkach finansowych zdominowane zostały przez dwa tematy: zamrożenie spłaty długu przez Dubaj World oraz rozpoczęcie sezonu zakupów świątecznych w USA. W obu przypadkach chyba przypisuje się im zbyt dużą wagę. Przynajmniej z punktu widzenia uczestników rynków akcji.

W przypadku pierwszego newsa można odnieść wrażenie, że jest on mocno nadmuchany ze względu na brak innych podobnych. Skoro w Stanach celebrowano Święto Dziękczynienia, to uczestnicy rynków finansowych nie mieli czym zająć umysłów. Pojawienie się wiadomości dotyczącej problemów jednego z emiratów pomogło zająć czymś głowę. Pomogło także mediom skupić się na jakimś temacie. Stąd zalew analiz „co by było, gdyby”, rozważań o skali zagrożenia, budowania drogi reakcji domina itd. Brak przeciwwagi w postaci innej ważnej wiadomości sprawił, że zmrożenie spłat zadłużenia przedsięwzięcia kierowanego przez szejka Mohammada bin Rashed al-Maktouma urosło do rangi katastrofy.

Zadłużenie Dubaj World wynosi ok. 60 mld dolarów, z czego znaczną część finansują banki brytyjskie i tu doszukuje się zagrożenia. Jest ono jednak ograniczone. Jak podaje PAP z analiz banku Goldman Sachs na niewypłacalności DW najwięcej stracić może Royal Bank of Scotland, bo ok. 2,3 mld dolarów. W praktyce oznacza to, że tą stratę przyjmie na klatę brytyjski podatnik, gdyż bank ten jest w ponad 80 proc. własnością publiczną. Straty też mogą ponieść HSBC i Standard Chartered. Innym skutkiem newsa z Dubaju jest przypuszczenie, że teraz inwestorzy uważniej będą przyglądać się inwestycjom na rynkach wschodzących. W tym miejscu wypływa temat dolarowego carry trade, czyli wykorzystania niskich stóp procentowych w USA (a także faktu spadku wartości dolara względem innych walut) do zaciągania długu w dolarze, by pozyskane środki inwestować na rynkach o wyższych stopach zwrotu.

Zmniejszenie zaufania do rynków wchodzących, które takie wyższe stopy zwrotu zapewniają, może skutkować zachwianiem tego procesu. Myślę, że mimo wszystko na razie będzie ono niewielkie. Z informacji, jakie napływają do nas ze strony amerykańskich władz monetarnych wygląda na to, że dolar będzie tani jeszcze przez jakiś czas, a amerykańskiej administracji, mimo deklaracji o polityce silnego dolara, zależy na tym, by był on słaby. Nie jest to dziwne, gdyż w sytuacji, gdy nie można liczyć na popyt wewnętrzny, należy liczyć na popyt zewnętrzny, który może nie jest szczególnie wielki, ale przynajmniej dolarowo poprawia wyniki spółek, które działają globalnie.

Pojawiły się już plotki, że zadłużenie DW będzie gwarantowane przez bank centralny Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Z pewnością uspokoiłoby to rynki, choć zadra zapewne pozostanie. Sprawa Dubaju, o ile sama w sobie nie jest olbrzymia, przypomniała, że mamy do czynienia z kryzysem. Ostatnie miesiące, w czasie których pojawiały się pocieszające odczyty danych makro wyraźnie poprawiły nastroje uczestników rynków i jakby ich uśpiły, lub przedwcześnie dały pewność, że nic złego już się nie wydarzy. Dyskusje skupiały się na tempie poprawy sytuacji. Prawda jest jednak taka, że nadal sytuacja nie jest na tyle pewna, by uznać, że świat nie czeka kolejna fala osłabienia. Ta świadomość może narastać. Także w odniesieniu do skali tegorocznych wzrostów cen akcji. Ta wydaje się zdecydowanie zbyt duża, jak na aktualny stan fundamentów.

Stan konsumpcji w Stanach Zjednoczonych to temat równie ważny. Czarny piątek, Cybernetyczny poniedziałek. To hasła, które padają najczęściej. W jakiej kondycji są Amerykanie? Jakie są ich nastroje? Odpowiedzią mają być zakupy świąteczne. Ubiegłoroczny sezon był jednym z najgorszych. Wg raportu organizacji skupiającej amerykańskich detalistów sprzedaż spadła o 3,4 proc. względem wyniku z 2007 roku. Prognozy dotyczące tego roku są ostrożne, choć nie oczekuje się podobnego spadku. W zależności od tego, kto daje prognozę mówi się o spadku o ok. 1 proc., ale są i prognozy wzrostu o 1-2 proc.

Pierwsze dane, jakie są w tej chwili dostępne, to te podane przez ShopperTrak, które mówią o wzroście obrotów w „Czarny Piątek” o ok. 0,5 proc. To właśnie ten podmiot ocenia, że cały sezon będzie charakteryzował się dodatnią dynamiką obrotów. W ostatnich tygodniach kilka agencji przeprowadziło ankiety wśród Amerykanów i wynika z nich, że nastroje przez rozpoczęciem orgii zakupów nie były najlepsze. Sugerowano, że tym razem wyda się mniej. Jak pokazuje rzeczywistość, konsumentom trudno oprzeć się pokusom. Większość sieci detalicznych przygotowała oferty specjalne i promocje. Już od czwartkowego poranka przed sklepami ustawiały się kolejki. Amerykanie liczą na te promocje. Handel odbywa się nie tylko w tradycyjnych sklepach, ale i za pośrednictwem Internetu. Zakupy on-line są coraz większe. Jak podaje Coremetrics, w tym roku w piątek na zakupy przez sieć wydano o 35 proc. więcej niż rok temu. Jutrzejszy, czyli pierwszy po „Czarnym Piątku” poniedziałek już zyskał miano „cybernetycznego”, gdy wielu pracowników zamiast skupić się na obowiazkach, będzie szperać w sieci dokonując zakupów. Pierwsze oficjalne dane publikowane przez National Retail Federation pojawią się dziś.

To co już wiemy pozwala na wniosek, że obrót nie spadnie mocno, o ile w ogóle. Wydaje się, że będzie to skutkiem znaczących przecen. Gotówka przepłynie, ale średnie ceny spadną. Mówi się, że trwa „gra w tchórza” między konsumentami , a detalistami. Kto pierwszy ustąpi? Myślę, że w tym układzie jednak sprzedawcy się w gorszej sytuacji, choć pewnie robią wszystko, by ją poprawić. Narzędzi marketingowych jest mnóstwo i można mieć pewność, że na te kilka dni zaprzęgnięto je wszystkie. Deklaracje, że w tym roku będzie się kupować tylko to, co potrzebne, należy przyjąć do wiadomości, ale z zastrzeżeniem, by pamiętać, że są one artykułowane przez wygodnych Amerykanów. Mimo wszystko, trudno sobie wyobrazić, by przeciętne amerykańska rodzina uznała, że tegoroczne święta zostaną zaspokojone parą skarpet. Największe oblężenie przeżywają sklepy z elektroniką, a więc już choćby z tego faktu można wysnuć wniosek, co jest „najbardziej potrzebne”. Zresztą świetnie to widać w depeszy Reutera. O zakupach najpotrzebniejszych rzeczy wypowiada się samotna matka trojga dzieci i kupuje system GPS do swojego samochodu. Co bardziej zapobiegliwi ciułają kilka miesięcy, by dokonać „najpotrzebniejszych zakupów” w okresie świątecznych przecen. Co roku jest to samo, bo z nawyków trudno zrezygnować.

Opieranie opinii na temat stanu konsumpcji w USA na bazie danych z okresu szaleństwa świąteczny zakupów wydaje mi się ryzykowne. Jest to czas szczególny, gdy hamulce puszczają. Tym bardziej teraz, gdy wkoło mówi się o oszczędzaniu, a ludzie zmagają się z pogarszającą się sytuacją na rynku pracy. Te zakupy to taka chwila wytchnienia i nawet jeśli deklaracje są ostrożne, to później i tak wychodzi na to, że wydało się więcej, niż należało wydać. Bo jak nie na święta to kiedy? Przy takiej przecenie grzech nie kupić.

Zatem dane jakie wkrótce się pojawią warto śledzić, ale specjalnie bym się nimi nie przejmował. Zresztą jakie ma znaczenie (dla nas, graczy), czy sprzedaż wzrośnie o 0,5 proc., czy może o 1 proc.? Faktem jest to, że na konsumpcję na razie nie można liczyć. Plany stymulacyjne chwilo pomagają, ale nie dają impulsu, który podtrzyma zakupy na dłuższy czas. Samochodu nie kupuje się co roku. Poza tym już teraz Amerykanie borykają się z zadłużeniem, którego koszt nie będzie malał, a pewnie za jakiś czas wraz rynkowymi stopami procentowymi będzie wzrastał.

Zamieszanie związane z zawieszeniem spłat zadłużenia Dubaju wywołało małą panikę, która w piątek została w znacznej części zażegnana. Niektórzy dopatrywać się tu będą niewidzialnej ręki podtrzymującej rynki. Faktem jest, że emocji było chyba zbyt wiele, w stosunku do wielkości zagrożenia. Na naszym rynku skutkowało to spadkiem dokładnie w punkt przecięcia dwóch linii trendu: dolnego ograniczenia stromo nachylonego kanału oraz linii łączącej dołki z sierpnia, września i listopada.

Piątkowe mocne odbicie sugeruje, że w tej fazie najgorsze może być za nami. Sprawa nie jest przesądzona, gdyż ceny wprawdzie mocno wzrosły, ale nie na tyle by wyjść nad 2360 pkt. Niemniej, ta akcja popytu jest znamienna i wpisuje się w panujące na rynku nastroje. Te nie są najlepsze, co sugeruje, że wielu graczy jest skłonna grać nadal na spadek, a to wyraźnie ogranicza skalę możliwej przeceny, a za to zwiększa skalę możliwej zwyżki. Swoje dodaje fakt, że na wykresach szybkich pojawiło się wyprzedane rynku, choć na razie sygnałów kupna nie ma. Po tym piątkowym wystrzale można oczekiwać cofnięcia. Ruch w kierunku wsparcia pozwoli nam na ocenę faktycznej siły kupujących. Obecnie piątkowy dołek ma spore znaczenie, gdyż spadek na niższe poziomy będzie odebrany jako wyjście z kanału oraz przełamanie kreślonej od wakacji linii. Wtedy poziom 2200 pkt. mógłby nie utrzymać ciężaru podaży.

Wyjście poza obszar stromego kanału nie musi oznaczać końca trendu. Skala przeceny nie musiałaby być wcale duża. Naruszenie 2200 pkt. miałoby swój urok, ale równie dobrze tuż po tym rynek po jakimś okresie konsolidacji może ponownie rozpocząć wspinaczkę. Wtedy będzie można powrócić do pozytywnego nastawienia. Zakres zwyżki może nas zaprowadzić w okolice punktu zbieżnego dla dwóch linii. Byłby to ruch powrotny do dolnej linii kanału oraz ponowne podejście w okolice górnej linii opartej o ostatnie szczyty oraz równoległej do wewnętrznej linii trendu. Zbieg tych linii będzie miał miejsce na przełomie stycznia i lutego przyszłego roku w okolicy poziomu 2600 pkt.

14 komentarze »

Komentarz autorstwa głos ludu
29 Listopad 2009, 13:45

dzień dobry.ja jednak upieram się przy zjazdach.jutro zamknięcie w okolicy 2230,a we wtorek otwarcie z luką do dołu.koniec roku 30%niżej od maksa,a nowy rok z luką na ok.1850.pozdrawiam

Komentarz autorstwa M.C.
29 Listopad 2009, 15:15

Zamiast komentarza mam takie pytanie, może ktoś mi na nie odpowie. Dlaczego Św. Mikołaj jeszcze nie przyjechał swoim Aston Martinem ? Być może zaczął już swój rajd w Japonii i w Grecji, pozdrawiam.

Komentarz autorstwa wojtas
29 Listopad 2009, 15:27

Dwa obecnie propagowane mity:

Osłabienie dolara - potencjał osłabienia dolara jest ograniczony przez sztywne powiązanie z juanem i tak naprawdę właśnie to przede wszystkim wkurza amerykanów, dla których obecnie słaby dolar ma same zalety. Powiązanie z dolarem, po za wspomaganiem eksportu, daje Chinom ochronę przed utratą wartości zainwestowanej w dolary nadwyżki handlowej w wycenie w walucie własnej – to nie wspominany motyw utrzymywania na sztywno kursu wymiany

Zagrożenie inflacją - inflacja w praktyce nie pojawi się długo, ponieważ jej powstawanie w obecnym świecie wymaga aktywnego lewara kredytowego, podczas gdy świat jeszcze wiele lat będzie się delewarował. Około 20% wzrostu globalnego PKB w ostatnich 30 latach odbyło się poprzez wzrost zadłużenia: państwowego, hipotecznego ludności, konsumpcyjnego w tym na kartach kredytowych, obligacji korporacyjnych itd. Długoterminowe tempo rozwoju gospodarczego nie może wynosić 3-5%, a takie wielokrotnie w ostatnich dziesięcioleciach było. Każda bańka pęka do końca…

Realne zagrożenie:
Faza I - problemy jako pierwsze pojawią się na rynkach obligacji nieamerykańskich (Dubai to na razie mały pikuś). Potencjalne obszary zapalne to Japonia, Argentyna, Wielka Brytania. W sytuacji gwałtownego wzrostu emisji obligacji na świecie, już niedługo należy spodziewać się problemów z rolowaniem długu gdzieś. Przykładowo japoński dług publiczny nie wybucha tylko dzięki śmiesznie niskim kosztom pożyczania kapitału a i tak są obawy, czy deflacyjna gospodarka utrzyma zdolność jego obsługi. Co się stanie, gdy wierzyciele zażądają chociażby takiego kuponu, jaki płacą amerykanie? Wymuszenie wzrostu rentowności przy rolowaniu zwróci uwagę na ryzyka wypłacalności innych. Koszt rolowania długów podrożeje, sytuację pogorszy widoczna od dawna tendencja do preferowania krótkich terminów zapadalności. Rykoszetem trafi to również w USA, podnosząc koszt rolowania obligacji.

Faza II (prawie równoległa z I-ą) - wyższe oprocentowanie obligacji będących benchmarkiem spowoduje falę niewypłacalności konsumentów i firm i wzrost rynkowych stóp procentowych o skokowo rosnącą premię za ryzyko. Kapitał buszujący na świecie na bazie taniego lewara dolarowego rozpocznie realizację zysków. Dolar silnie zyska na wartości, surowce wrócą do fundamentów (około 50% niżej) podobnie jak akcje. Złoty do dolara ma szansę zbliżyć się do 4 zł, do euro przy eur/usd docelowo 1,2, w okolice 4,8. W Polsce spowoduje to oczywiście przekroczenie w 2010 roku 60% zadłużenia (efekt przeliczenia długu w walutach obcych oraz wzrostu kosztu rolowania) - nawiasem mówiąc może ktoś pokuci się o atak spekulacyjny na złotego przed końcem roku…

Faza III (5-7 lat lub dłużej) - świat znajdzie się w punkcie spadającej konsumpcji, wysokiego kosztu kapitału, tendencji deflacyjnych, masowych upadłości banków, regresu handlu światowego i cen surowców. Kolejna pompa programów fiskalnych będzie niemożliwa do uruchomienia. Jedynym wyjściem z sytuacji niespłacalnych zadłużeń budżetowych będzie dodruk pieniądza. Cena złota w międzyczasie sięgnie 6-8.000 dolarów. Problemy skończą się gdy zakończy się delewarowanie na świecie.

Komentarz autorstwa tanaś
29 Listopad 2009, 15:34

głosie ludu chyba Cię piątek wystraszył i masz lukę w koszyku akcji.Pozdrawiam z okazji rajdu Św. Mikołaja

Komentarz autorstwa olo
29 Listopad 2009, 15:40

a ja myślę, że wsparcia zadziałają.. mamy również grudzień statystycznie najlepsz miesiąc w roku!

Komentarz autorstwa smyk
29 Listopad 2009, 16:22

dane z piątku w usa raczej słabsze- ale na pewno znajdzie sie jakaś wymówka, że konsumenci kupią później, że to sezonowe itp, raczej wg mnie należy patrzeć na wschód- słaby dolar odbija się na gospodarkach chin, korei, japonii i singapuru-któraś z nich za niedługo padnie- ja stawiam na koreę- a echnicznie no cóż spadek w piątek na początku sesji to jedynie 50 mln obrotu a 4% spadku- wiec nie ma sie co podniecać, nic sie nie stało

Komentarz autorstwa Zyga
29 Listopad 2009, 17:45

A co wy na to gdyby tak naprawdę J.P Morgan z kilkoma innymi spekulantami umocnił by nasza walutę do wiosny przyszłego roku o jakieś 40 % a pod koniec kwietnia wig 20 byłby przy szczytach z 2007 roku to jest moje czysto hipotetyczne gdybanie ale i ten scenariusz trzeba wziąć pod uwagę .Pozdrawiam wszystkich Opty.

Komentarz autorstwa głos ludu
29 Listopad 2009, 18:16

odp.dla tanaś:nigdy nie grałem na akcjach,od 7 lat tylko kontrakty fw20.dla gry ,nie dla kasy.

Komentarz autorstwa artur
29 Listopad 2009, 20:40

a dla mnie sytuacja po mału układa się do spadku, choć jeszcze “siedzę” na długich pozycjach - paradoks

Komentarz autorstwa Graj longa
29 Listopad 2009, 20:40

Panie i Panowie spokojnie, póki co gramy longa, wszyscy zgodnie obstawiają wzrosty, tyle kasy w rejonie hula więc jest co i jak ciągnąć up. Cieszcie się z wyższego pułapu się lepiej spada, prawda? Spokojnie czekać aż gramy longa się skończy :)

Komentarz autorstwa Mów mi John, nie Heniek
29 Listopad 2009, 23:49

To o czym pisał Jaros, ciągle jest wielu łapaczy górek i wyczekujących na spadek, na tapnięcie jeszcze poczekamy, to jeszcze nie ten moment..

Komentarz autorstwa tomek
30 Listopad 2009, 00:02

Widzę że tym razme Pan Kamil połączył AT z AF :) i bardzo dobrze. Ja sprawę dubaju traktuję troszeczkę inaczej. Jeżeli Hangseng spadam o 5% my tracimy 0,6% a DAX jest ponad 1 % na plusie to znaczy że coś jest nie tak. Nie spodziewałbym się rajdu świętego mikołaja… W japoni można już śmiało mówić o rozpoczęciu silnego trendu spadkowego i bardzo prawdopodobne że przeniesie się on na inne giełdy…

Komentarz autorstwa pablo
30 Listopad 2009, 00:12

Witam,

Ja jako zwolennik analizy fibo i analizy Gann’a obstawiam spadki. Poziom 2455 i data 18 listopada były według mnie kluczowe. Wskazniki i świeczki na amerykanskich indeksach są niemal identyczne jak w czerwcu kiedy zawitała korekta. Z tym, że “korekta” która się właśnie odbywa nie będzie korektą a 5 fala wieszczoną przez Pretcher’a. Gram na krótko - zgodnie z własnym sumieniem :)

Dodatkowym czynnikiem potęgującym spadki będzie uciekanie małych inwestorów od L-ek. Z wysokim prawdopodobieństwem jestem w stanie stwierdzić, że dwa duże portfele na kontraktach to portfele z S-kami. Więc “ulica” trzyma sie trendu. A jak tylko trend wykaże oznaki zmęczenia, nastąpi ucieczka od longów.

pozdr i udanych inwestycji życzę

p

ps. na Dow Jones uformowałą się formacja ABCD gdzie AB=CD. Dokładność formacji to ćwierć punkta, wiec jak poziom mierzony w tysiącach to całkiem dakładnie.

Komentarz autorstwa głos ludu
1 Grudzień 2009, 13:03

dzień dobry.przepraszam,pomyliłem się o miesiąc.

Zostaw komentarz