Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Felietony Tomasza Świderka w Parkiecie

Rok: Miesiąc

„Metalowa” hossa samochodowa

15 marca 2017, 08:55

O ile zeszły rok na rynku metali należał do litu, o tyle ten zapowiada się pod znakiem kobaltu. Nieco w cieniu tych dwóch metali jest ołów.

Narastająca moda na samochody elektryczne sprawiła, że stale rośnie popyt na lit i kobalt.

Lit, kobalt i ołów mają wspólny mianownik. Są nim samochody. Lit i kobalt wykorzystywane są w bateriach samochodów elektrycznych, zaś ołów w akumulatorach klasycznych aut spalinowych. Narastająca moda na samochody elektryczne sprawiła, że stale rośnie popyt na lit i kobalt. Z kolei zapotrzebowanie na ołów zwiększa się, bo coraz więcej samochodów ma systemy stop-start – włączają i wyłączają silnik podczas krótkich postojów (np. na światłach).

Z tej trójki metali na pierwszy ogień poszły ceny litu. Między 2015 r. a 2016 r. średnia cena wzrosła o ponad 100 proc., a w ub.r. były chwile, gdy na rynku chińskim cena metalu w transakcjach natychmiastowych była ponad trzy razy wyższa niż średnia z 2015 r. Za wzrost cen litu odpowiada systematycznie rosnący popyt. Między 2010 r. a 2016 r. wzrósł on o ponad 100 proc. Oczekuje się, że między 2016 r. a 2025 r. zwiększy się o ponad 150 proc. Popyt jest na razie zaspokajany przez bieżącą produkcję, ale nie ma pewności, czy podaż metalu z istniejących, budowanych i planowanych kopalń będzie go w stanie zaspokoić za siedem–dziesięć lat.

Końcówka ubiegłego roku i pierwsze miesiące tego nie należą już do litu, ale do kobaltu. I ten metal wykorzystywany jest w bateriach napędzających elektryczne samochody, a popyt producentów baterii odpowiada obecnie za mniej więcej połowę światowego zużycia kobaltu. Tu skok cen jest zdecydowanie wyższy niż w przypadku litu. Zdecydowany wzrost zaczął się w połowie ub.r., gdy cena tony w transakcjach natychmiastowych zbliżała się do 25 tys. dolarów. W końcu roku wynosiła 33 tys. dolarów, a w początku marca już 51 tys. dolarów za tonę.

Ceny kobaltu napędzają zakupy funduszy inwestycyjnych i chińskich firm. Według „Financial Timesa” fundusze kupiły i zmagazynowały około 6 tys. ton metalu, co odpowiada około 17 proc. jego światowej produkcji w 2016 r. Analitycy nie wykluczają, że już w tym roku popyt na kobalt przekroczy podaż, a dziura wyniesie około 900 ton. W najbliższych pięciu latach zaś oczekiwany jest wzrost popytu na kobalt średnio o 20 proc. rocznie.

Uzasadniana wątkiem motoryzacyjnym historia wzrostu cen ołowiu – 85 proc. jego zużycia przypada na produkcję akumulatorów, głównie do samochodów – jest mniej spektakularna niż w przypadku litu czy kobaltu, ale i tak robi wrażenie. Od stycznia 2016 r. do początku marca 2017 r. tona metalu zdrożała o blisko 40 proc., a w szczycie tej fali wzrostowej – w listopadzie 2016 r. – cena przekraczała 2500 dolarów.

Ołów drożeje, bo coraz więcej samochodów korzysta z systemów stop-start. A takie baterie – w przypadku samochodów takich jak Volkswagen Golf czy Ford Fiesta – zużywają o około 28 proc. tego metalu więcej niż zwykłe akumulatory. Dziś technologia stosowana jest w 35 mln samochodów, co stanowi około 40 proc. ubiegłorocznej sprzedaży aut szacowanej przez analityków Morgana Stanleya na 89 mln sztuk.

Technologia jest stosowana w większości nowych samochodów sprzedawanych w Europie i Japonii i w co dziesiątym aucie sprzedawanym w USA. Z racji tego, że jest efektywnym sposobem na zmniejszanie zanieczyszczeń powietrza przez samochody, spodziewany jest wzrost tego odsetka (eksperci nie wykluczają, że już w 2020 r. wszystkie nowe samochody sprzedawane w Europie i Japonii będą ją stosowały), a tym samym wzrost popytu na dostosowane do niej baterie. Johnson Controls, jeden z producentów akumulatorów, szacuje, że w 2020 r. wyprodukuje 50 mln baterii dostosowanych do systemów stop-start, podczas gdy w ub.r. dostarczył ich 17 mln sztuk.

Dziś produkcja litu jest domeną czterech firm: chilijskiego Sociedad Química y Minera de Chile (SQM), amerykańskich Albemarle i FMC Lithium oraz australijskiego Talison. Tę ostatnią kontrolują Albemarle i chińska Tianqi Lithium. Akcje SQM kupował kanadyjski koncern Potash Corporation of Saskatchewan i kontroluje 32 proc. kapitału chilijskiej spółki. Jeśli planuje kolejne zakupy, to będzie musiał ogłosić wezwanie na wszystkie pozostałe akcje.

W produkcji kobaltu liczą się m.in. Freeport McMoRan, Umicore, Glencore i Sumitomo Metal Mining. Główni producenci ołowiu to Ecobat Technologies, Korea Zinc i Glencore. I to te firmy zarabiają na wzroście cen.

Beneficjentem wyższych cen ołowiu może być też KGHM, który produkuje około 30 tys. ton tego metalu rocznie. Miedziowy koncern od kilkunastu lat mówi też o produkcji kobaltu. Chciał po niego sięgnąć podczas niesławnej inwestycji w Kimpe w Kongo. Cały czas szuka sposobu na odzyskanie go z rud miedzi. W raportach udostępnianych przez spółkę nie było i nie ma natomiast słowa o licie, który będzie niezbędny, jeśli – tak jak zakłada rząd – ruszy produkcja polskich samochodów elektrycznych.

brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz