Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Felietony Piotra Suchodolskiego

Rok: Miesiąc

Polacy patrzą na Szwajcarię – Szwajcarzy zerkają na Polskę

13 czerwca 2017, 10:15

Słuchając informacji płynących z rynku można dojść do wniosku, że nie tylko czas, ale i mierzący go zegarek to pieniądz. Szczególnie jeśli został wykonany w Szwajcarii. Osób, które dochodzą do takiego przekonania przybywa, a producenci coraz częściej dostrzegają ten trend. Zjawisko to dotyczy również Polski.

Edycje zegarków, które można wykorzystać jako lokatę kapitału, należą najczęściej do jednej z dwóch grup…

31 maja w Warszawie odbyła się premiera zegarka Warszawianka, przygotowanego specjalnie na polski rynek przez firmę Czapek & Cie. Ta limitowana edycja liczy zaledwie 15 sztuk i odwołuje się do tradycji budowy zegarków patriotycznych przez polskiego założyciela tej szwajcarskiej manufaktury i do powstańczej karty w jego życiorysie. Franciszek Czapek był bowiem polskim zegarmistrzem, który brał udział w powstaniu listopadowym, po którym wyemigrował do Szwajcarii. Tam założył spółkę z Antonim Patkiem, a potem właśnie przedsiębiorstwo Czapek & Cie, które posiadało zakład produkcyjny w Genewie, salony w Paryżu i Warszawie oraz było oficjalnym dostawcą cesarza Napoleona III. Mimo że tworzył w Szwajcarii, to w wielu jego zegarkach możemy odnaleźć patriotyczne polskie motywy, które świadczą o jego tęsknocie za ojczyzną.

Firma kontynuująca jego dzieło postanowiła wrócić na polski rynek po stu latach nieobecności i z tego powodu stworzyć specjalny zegarek. Na jego tarczy odnajdziemy herb Królestwa Polskiego z okresu powstania listopadowego, zaznaczoną godzinę jego wybuchu, polskie dni tygodnia wypisane na rezerwie chodu czy wymalowany wers Warszawianki: „Żyj swobodo, Polsko żyj”. Dlaczego warto wspomnieć o tym wydarzeniu? Ponieważ pokazuje ono coraz większe zainteresowanie Polaków ekskluzywnymi kolekcjami zegarków i dostrzeżenie tego zjawiska przez szwajcarskich producentów.

Zainteresowanie Polaków limitowanymi, ekskluzywnymi edycjami ma różne przyczyny. Pierwszym jest oczywiście chęć posiadania unikatowego czasomierza czy realizacja własnych pasji i zainteresowań. Nie mniej ważne ostatnio stają się jednak motywy inwestycyjne. Rzadkie przedmioty kolekcjonerskie od wieków są wykorzystywane jako skarbce wartości czy właśnie inwestycje. Dotyczy to również zegarków i Polski. Podczas ostatniego badania zachowań inwestycyjnych Polaków dysponujących ponadprzeciętnym portfelem, realizowanego przez KPMG wyszło, że kapitał swój w zegarki lokuje już 11 proc. zamożnych (zarobki 7,1–10 tys. zł) mieszkańców Polski i 18 proc. bardzo zamożnych (10–20 tys. zł) oraz bogatych (powyżej 20 tys. zł).

Edycje zegarków, które można wykorzystać jako lokatę kapitału należą najczęściej do jednej z dwóch grup. Pierwsza to starsze czasomierze z kultowych edycji, pochodzące z lat 40, 50 czy 60 od tak rozpoznawalnych producentów jak Omega, Rolex, czy Patek. Druga grupa to zegarki tworzone obecnie przez manufaktury, czyli szwajcarskie zakłady wytwarzające na bardzo małą skalę i stawiające na unikatowość. Do tej drugiej grupy należy również wymieniona powyżej Warszawianka. Dodać należy, że w przypadku obu grup mówimy wyłącznie o zegarkach mechanicznych, wypuszczanych w ramach limitowanych edycji.

Przykładem udanej inwestycji z pierwszej grupy może być chociażby zegarek Omega 1968 Seamaster 300, który jeszcze w 2007 r. na aukcjach w domu Bonhams można było nabyć za 1,1 tys. funtów, a po paru latach był licytowany przez tą samą instytucję za 25–38 tys. funtów. Dodać można jeszcze, że podczas ostatniej aukcji został sprzedany za 69,7 tys. funtów.

Przykładem dobrej lokaty wśród zegarków pochodzących z manufaktur może być z kolei limitowana edycja The End of Days, wyprodukowany przez Audemars Piguet z okazji wprowadzenia do kin nowego filmu z Arnoldem Schwarzeneggerem w 1999 r. Początkowa cena jednego czasomierza wynosiła 13,6 tys. dolarów. Obecnie za ten zegarek trzeba zapłacić 30–50 tys. dolarów.

Potencjał tego rynku pokazują również dane opublikowane przez firmę Knight Frank w ramach ostatniego Wealth Report. Prezentowany tam indeks rynku zegarków w ciągu dziesięciu lat wzrósł o 66 proc. Dobrze wybrane czasomierze potrafią jednak zarobić znacznie więcej. Problemem oczywiście zostaje selekcja właściwej edycji, która spełniłaby nasze oczekiwania nie tylko pod względem estetycznym i technicznym, ale i finansowym. Jeśli nie czujemy się na siłach, by tego dokonać, zawsze możemy skorzystać z pomocy doradcy, a tacy już operują na polskim rynku.

brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz