Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Felietony Przemysława Kwietnia

Rok: Miesiąc

Polityka na pierwszym planie

10 lutego 2017, 11:57

Polityka zwykle ma duże znaczenie dla rynków finansowych. Często bywało jednak tak, że inwestorom wystarczyło, aby rządy nie przeszkadzały, a o tendencjach rynkowych przesądzały inne czynniki. Teraz jednak polityka, nie tylko gospodarcza, wysuwa się na pierwszy plan.

Dla wielu inwestorów funt stał się zatem rynkiem mocno loteryjnym, a teraz tak może stać się z dolarem amerykańskim.

Inwestorzy w Polsce ten temat powinni znać już akurat dość dobrze. Takie zmiany jak wprowadzenie podatku bankowego, zmniejszenie roli OFE czy też długa debata dotycząca kredytów walutowych miały kolosalny wpływ na warszawską giełdę i sprawiły, że WIG czy WIG20 przestały śledzić zachowanie rynków globalnych. Teraz z podobną sytuacją mamy do czynienia na rosnącej liczbie rynków, czego najlepszym przykładem są funt i ostatnio dolar.

Funt w ostatnich miesiącach jest świetnym przykładem niewrażliwości na napływające dane makroekonomiczne. Jego potężna przecena w odpowiedzi na referendum była zrozumiała – inwestorzy wycenili niepewność co do perspektyw brytyjskiej gospodarki. Ale już kolejne miesiące często przynosiły zaskakujące zwroty akcji. Po pierwszym, krótkotrwałym szoku brytyjska gospodarka pokazuje jak na razie odporność na czekające ją zmiany. Rynek pracy trzyma się nieźle, konsument pozostaje mocny, a nastroje w biznesie są lepsze niż przed głosowaniem. W normalnych okolicznościach prowadziłoby to do umocnienia waluty, ponieważ rynek uznałby, że bank centralny zareagował przesadnie ekspansywnie i będzie musiał swoją politykę skorygować. Jednak nie w tym przypadku. Kluczem do zachowania notowań funta okazała się postawa brytyjskiego rządu, której kulminacją było przedstawienie stanowiska negocjacyjnego przez premier Theresę May. Priorytetem dla Brytyjczyków ma być odzyskanie kontroli granic, nawet za cenę dostępu do wspólnego rynku. Tzw. twardy Brexit miałby oznaczać gorsze perspektywy brytyjskiej gospodarki w przyszłości, ale równie dobrze może być jedynie techniką negocjacyjną. Niemniej jednak relacje na linii Wielka Brytania – UE zdominowały dyskurs rynkowy do tego stopnia, że nawet Bank Anglii zaczął ignorować płynące z gospodarki sygnały.

Dla wielu inwestorów funt stał się zatem rynkiem mocno loteryjnym, a teraz tak może stać się z dolarem amerykańskim. Dolar przez ostatnie trzy lata przebył długą drogę od niedowartościowania do przewartościowania, przynajmniej posługując się długoterminowymi narzędziami. Do niedawna inwestorzy żyli danymi z amerykańskiej gospodarki, które miały determinować tempo zacieśnienia monetarnego. Teraz jednak potencjalne zmiany w polityce gospodarczej USA mogą przyćmić obecne tendencje gospodarcze. Weźmy np. podatek graniczny (Border Adjustment Tax), którego wprowadzenia chciałoby wielu republikanów. Zakłada on, że firmy nie mogłyby wliczać importowanych dóbr do kosztów, zaś eksportowane byłyby zwolnione z podatku. W efekcie konkurencyjność amerykańskich firm wzrosłaby tak bardzo, że zgodnie z teorią dolar musiałby umocnić się o kolejnych nawet 15 proc., aby zneutralizować ten efekt. Podobnej skali wpływ może mieć obniżenie stawki CIT. Donald Trump proponował w kampanii poziom 15 proc., co mogłoby podnieść wycenę amerykańskich spółek o kilkanaście procent. Mówimy zatem o potężnych zmianach notowań, a w grze jest jeszcze wiele innych rozwiązań, jak obniżki podatków od dochodów osobistych, nowe wydatki infrastrukturalne czy zmiany umów handlowych. Problem w tym, że kształtu ostatecznych zmian możemy nie poznać jeszcze przez wiele miesięcy. Śledząc wypowiedzi Trumpa, można odnieść wrażenie, że utkwił on głęboko w kampanii wyborczej i nadal nie ma do końca świadomości, co może, a czego nie jako prezydent Stanów Zjednoczonych. Tym bardziej że jego pomysły nie tworzą spójnego planu, który nie tylko powinien powstać jak najszybciej, ale jeszcze zyskać poparcie Partii Republikańskiej. O ile bowiem zgoda co do obniżenia podatków w tej partii jest dość powszechna, podejście do zwiększania deficytu i długu publicznego już nie jest jednolite. Przez kilka kolejnych miesięcy możemy zatem obserwować docieranie się prezydenta z jego macierzystą partią. Natura nowego prezydenta USA i jego upodobanie do Twittera sprawiają, że należy przygotować się na bombardowanie niespodziewanymi informacjami.

brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz