Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Felietony Andrzeja S. Nartowskiego w Parkiecie

Rok: Miesiąc

Dzieje Polski w pigułkach Rok 1596, czyli Agenda Warsaw City

6 czerwca 2017, 10:06

OKIEM HISTORYKA

Krakusy wierzą, że stolicę przeniesiono (spławiono Wisłą) do Warszawy, bo lekarz kazał królowi osiąść na wsi. Lecz Warszawa, leżąca na nudnej, rozleglej, wietrznej równinie gęsto porośniętej złodziejami, wsią już nie była, od 1569 r. głównie tam odbywano sejmy. Miała bardziej centralne położenie, skoro Kraków tkwił niemal na granicy. Były też inne powody: zamek królewski na Wawelu został dotknięty pożarem, a Zygmunt III miał z Warszawy bliżej do Szwecji, którą planował przejąć. Kraków nie nadawał się na Mordor, Warszawa zaś, owszem, jak najbardziej. Kraków pozostał europejskim miastem prowincjonalnym, Warszawa stała się prowincjonalną stolicą europejską. We wstecznym lusterku może się nawet podobać. Z czasem utarło się, że Polska ma dwie stolice, administracyjną i kulturalną. Administracyjną jest Warszawa, kulturalną coraz bardziej Mława. W naszych czasach przyjęto też słuszną doktrynę Sikorowskiego: nie przenoście nam stolicy do Krakowa!

OKIEM INWESTORA

Analitycy uważali, że Batory outperformował rynek i dawali Firmie korzystny view. Jego następca, Zygmunt III (CEO w latach 1587–1632), zrazu też pobudzał rozwój, w tym budownictwa i deweloperki, występując z Agendą Warsaw City 1596 (ale WIBOR skomponowano później). Następną agendę ogłosił Igor Chalupec na rok 2010, a teraz to w ogóle nie ma żadnego pomysłu na rynek kapitałowy. Mówią jednak, że Firma, jak wtedy, jest w trwałym trendzie wzrostowym.

O silnym parciu kursu na północ świadczył imponujący sukces na walnym zgromadzeniu pod Kircholmem. Dysponując mniejszościowym jedynie pakietem, nasi zdołali brawurowo odeprzeć podjętą przez Szwedów próbę wrogiego przejęcia aktywów nadbałtyckich, m.in. Inflant.

O silnym parciu kursu na północ świadczył imponujący sukces na walnym zgromadzeniu pod Kircholmem. Dysponując mniejszościowym jedynie pakietem, nasi zdołali brawurowo odeprzeć podjętą przez Szwedów próbę wrogiego przejęcia aktywów nadbałtyckich, m.in. Inflant. Tyle że akcjonariuszom często nie wypłacano dywidend, więc wypłacał je z własnej szkatuły ich przywódca Jan Karol Chodkiewicz. Dzisiaj spółki z udziałem Skarbu Państwa też nie chcą płacić dywidend, ale już nie mamy Chodkiewicza. Jackiewicza też na szczęście nie.

Nieszczęście polegało nie na tym, że prezesem obrano Zygmunta, po którym sukcesję objęli kolejno jego synowie, ponieważ początkowo szły za tym wyborem znaczące sukcesy, ale na tym, że Wazom nie wyznaczono stop loss! Kiedy odwróciła się koniunktura, brnęliśmy w ogromne straty. Największym problemem tamtych czasów był bowiem projekt offshore, czyli przejęcia Szwecji; Zygmunt III miał na tym punkcie fixum dyrdum. W Sztokholmie niepotrzebnie stracił prezesurę, angażując się po stronie przeciwnej obozowi reform; później za wszelką cenę próbował władzę nad Szwecją odzyskać, prowokując długą i wyniszczającą konfrontację. Angażował się także w konflikty w kraju. Kiedyś Zygmunt August powiadał akcjonariuszom, iż nie jest panem ich sumień. Jego siostrzeniec, Zygmunt III Waza, jak najbardziej chciał być owym panem. Doszło do puczu (rokoszu), na jego czele stanął Mikołaj Zebrzydowski, jeden ze znaczących inwestorów. Mniej ważne, kto w końcu wziął górę, ważniejsze, że zaniechano ważnych reform.

Przełom XVI i XVII w. to czasy sprzyjające znaczącym inwestorom. Intensywna prywatyzacja dawała podwaliny wielkim fortunom. Dzięki dzierżawie żup solnych wzbogacił się szczególnie Sebastian Lubomirski, zdolny biznesman i inwestor, prawie ówczesny Kulczyk. „Prawie”, bo przecież nie miał doktoratu. Ale swoją drogą chyba lepiej, by to arystokrata robił pieniądze, niż by pieniądze miały robić arystokratę.

Zygmunt III nie był popularny i lubiany. Znał kilka języków, ale w żadnym nie miał wiele do powiedzenia. Przezywano go niemą zmorą ze Szwecji lub kukłą, nie królem. Postawiono mu okazałą kolumnę na placu Zamkowym w Warszawie, co o niczym nie świadczy, wszak u nas pomniki stawia się seryjnie. Jak kiedyś fundowano tysiąc szkół, dzisiaj mówi się o postawieniu tysiąca pomników. Ale dzięki kolumnie wniósł pośmiertnie Zygmunt III wkład w rozwój wolnego rynku, bo chętnie nią handlowano. W końcu zmógł go czarny PR. Nie poniosła go pieśń gminna, nie uwieczniła legenda, nie polubili wielcy historycy.

Na papierze tamte czasy nie wyglądają źle. Eksport wzbił się na dziejowe szczyty, przyrastało terytorium, epizodycznie obejmując największy obszar. Doszło do triumfalnego rozgromienia i upokorzenia Rosji, zajęcia Moskwy. Jednak karta odwróciła się niebawem, nastąpiło gorzkie przesilenie. Tańce z niedźwiedziem nie wyszły naszym na dobre.

 

brak komentarzy

Brak komentarzy.

Dodawanie komentarzy jest aktualnie wyłączone.