Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Felietony Andrzeja S. Nartowskiego w Parkiecie

Rok: Miesiąc

Rok 1576, czyli trójwładza

16 maja 2017, 10:25

Stara, brzydka i złośliwa dewotka była już uznawana za w pełni zamortyzowaną, niemniej postanowiono przeszacować jej wartość księgową i wprowadzić ją do obrotu poprzez fuzję, najpierw z Walezym, później z Batorym.

OKIEM HISTORYKA

Sukcesja po Piastach nastąpiła płynnie, jeżeli przemilczeć kłopoty z Wilhelmem Hohenzollernem i jego pretensjami do ręki Jadwigi Andegaweńskiej. Natomiast po śmierci ostatniego z Jagiellonów nastąpiło kłopotliwe bezkrólewie, następnie bezhołowie pod berłem pierwszego z władców elekcyjnych, później znów bezkrólewie i krwawa walka o tron, który stał się przedmiotem rozgrywek ościennych mocarstw. Zabiegali o niego Habsburgowie, szwedzki Jan III Waza, nawet Iwan Groźny (gdyby odniósł sukces, dzisiaj nie byłoby Polski ani nas, tylko Putin). Konkurs ofert na pierwszej wolnej elekcji wygrał Henryk Walezy; po jego rychłej ucieczce koronę powierzono Annie Jagiellonce, przydając jej na współpanującego i męża Stefana Batorego, który popychał sprawy we właściwym kierunku – pod Psków.

OKIEM INWESTORA

Bywa, że w spółce dochodzi do konfliktu, skonfliktowane walne zgromadzenia (legalne i parkingowe) wybierają konkurencyjne rady nadzorcze, a te powołują swoich prezesów. Od 1576 roku Firma miała troje CEO: obraną legalnie na tę funkcję Annę Jagiellonkę, dobranego jej do pary współprezesa Stefana Batorego oraz byłego CEO Henryka Walezego, który tym tytułem posługiwał się nadal, bezprawnie acz z uporem.

Kiedy spółka pogubi się całkiem, ogłasza przystąpienie do przeglądu opcji strategicznych. Naszym wyszło, że należy zastosować kreatywną księgowość na osobie niezamężnej siostry zmarłego Zygmunta Augusta, Anny Jagiellonki. Należała ona do ukrytych aktywów Firmy. Ta stara, brzydka i złośliwa dewotka była już uznawana za w pełni zamortyzowaną, niemniej postanowiono przeszacować jej wartość księgową i wprowadzić ją do obrotu poprzez fuzję, najpierw z Walezym, później z Batorym. Wynik (ang. bottom line, w jej przypadku triple bottom line) miała mocno wypasiony, a to z uwagi na odłożone tam znaczne zapasy.

Młodszy o lat 30 Walezy nie wniósł wkładu do tej spółki, nie objął akcji. Uważa się go za pomyłkę headhunterów. Współtwórca pogromu akcjonariuszy mniejszościowych w noc św. Barłomieja został tu obrany przez przypadkowy elektorat, odtąd decydujący o obsadzie funkcji CEO. Henryk – młody, zniewieściały, otoczony był tysiącem swoich o osobliwych skłonnościach, nie znał języka, o Firmie nie wiedział nic, o zarządzaniu niewiele. Przegrywał Skarb Państwa w karty. Przygotowanego dlań orientation zapewne nie przeczytał. Zawarł pacta conventa, partnerstwo publiczno-prywatne, które niespecjalnie wyszło wtedy i do dzisiaj kuleje.

Na wieść o wakacie w rodzimej Francji Walezy zwiał po kryjomu, zabierając garnitur widelców, co boli nasze Ministerstwo Obrony, ponieważ – jak się zdaje – to widelce są podstawowym komponentem wyposażenia obrony terytorialnej. Nic dziwnego, że ostentacyjnie zerwaliśmy kontrakt z Francuzami na śmigłowce. Wtedy nasi byli lepiej wyszkoleni i uzbrojeni, bili kogo spotkali, od Habsburga po Ruskich.

Walezy nauczył się u nas nie jedzenia widelcem, to akurat – z matki Włoszki – umiał, tylko siadania na sedesie, bo w Luwrze robiono do kominków i w sieni. Nie na wiele mu to wyszło, bo właśnie na sedesie poległ później w zamachu.

Obrany po Walezym Stefan Batory także nie wykazał należytej płynności względem Anny i rychło zawiązał rezerwy. Nie nauczył się języka, ale pamięta się go dobrze, a to za sprawą korzystnych inwestycji na Wschodzie (Połock, Wielkie Łuki), przeciwdziałających wrogiemu przejęciu Inflant przez Iwana Groźnego. Jak wielu władców, próbował okiełznać hardy Gdańsk. Jak niewielu miał talent do fundraisingu, w tym do nakładania kontrybucji. Rozumiał investor relations, doceniał znaczenie raportów bieżących, więc woził z sobą drukarnię, by je niezwłocznie udostępniać. W jego czasach nie znano jeszcze elektronicznych kart do głosowania na walnych zgromadzeniach, w tym charakterze często używano batorówek. Na pierwszy plan w Firmie wysunął się Jan Zamoyski, piastun wielu funkcji oraz wybitny prywatyzator, który tą drogą doszedł do ogromnego majątku. Gdyby istniała wtedy Fundacja Batorego, byłby przez nią piętnowany.

brak komentarzy

Brak komentarzy.

Dodawanie komentarzy jest aktualnie wyłączone.