Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Felietony Roberta Morawskiego w Parkiecie.

Rok: Miesiąc

Regulator zajął się PIT-em

27 czerwca 2017, 10:16

Na początku czerwca Komisja Nadzoru Finansowego opublikowała na swojej stronie internetowej dokument, który z jednej strony cieszy, bo pokazuje zainteresowanie trudnym dla inwestorów tematem, a z drugiej strony stanowi przejaw ignorowania od lat zasadniczych problemów występujących w procesie przygotowywania najważniejszej dla inwestorów informacji podatkowej.

PIT-8C jest tylko informacją, która w sposób syntetyczny i cokolwiek subiektywny agreguje dane finansowe, niezbędne do sporządzenia zeznania podatkowego.

Pismo jest reakcją – co wynika z zawartego w nim wprowadzenia – na sygnały podatników „kwestionujących rzetelność przekazywanych im informacji PIT-8C” i zarzut „wykazywania w przedmiotowej informacji przychodu (…) bez jednoczesnego uwzględniania kosztów (…)”. Sugeruje również, że przyczyną takiego stanu rzeczy po stronie wystawców PIT-8C jest upływ pięcioletniego okresu przechowywania dokumentacji związanej ze świadczeniem usług maklerskich, co oczywiście nie stanowi przesłanki do tego, aby kosztów podatkowych w PIT-8C nie wykazywać.

Nie zamierzam komentować tego, w jaki sposób instytucje finansowe tłumaczą się w przypadku reklamacji, odnoszących się do zawartości informacji podatkowej, która nie zawiera danych o kosztach uzyskania przychodów. Przyznam jednak, że odwoływanie się do zasad archiwizacji czy przechowywania dokumentów to próba dyskusji na zupełnie inny temat. Chodzi bowiem o to, że wskazanie w informacji PIT-8C danych dotyczących kosztów to jedno, a późniejsze udowodnienie, że koszty te zostały poniesione, to drugie. Prosty przykład: podatnik zbył akcje nabyte dziesięć lat wcześniej, złożył zeznanie i jest kontrolowany po czterech latach. Urząd skarbowy prowadzi postępowanie i żąda dokumentów potwierdzających poniesienie wydatków. Podatnik tych dokumentów nie posiada więc i on, i organ podatkowy liczą na to, że dokumenty leżą gdzieś w przepastnych archiwach domu maklerskiego lub banku. PIT PIT-em, ale zawsze jakiś dokument papierowy w trakcie kontroli by się przydał…

Warto więc, w kontekście stanowiska wyrażonego przez regulatora, przypomnieć jeszcze raz, jakie problemy wynikają z samej konstrukcji informacji PIT-8C. Trzeba też podkreślić, że przyczyna tych problemów nie tkwi w postępowaniu instytucji finansowych, którym narzucono obowiązek przygotowywania omawianej deklaracji, lecz w samej jej konstrukcji, w pewien sposób wadliwej od samego początku funkcjonowania.

Po pierwsze – i tu należy odwołać się do zagadnienia archiwizacji – PIT-8C jest tylko informacją, która w sposób syntetyczny i cokolwiek subiektywny agreguje dane finansowe, niezbędne do sporządzenia zeznania podatkowego. Agreguje, a nie dokumentuje. Aby np. sprawdzić, czy PIT-8C jest poprawny, trzeba często sięgnąć do dokumentów, ale najczęściej wystarczy analiza danych zapisanych w systemach informatycznych. Jeśli zapisanych poprawnie, to choćby i sprzedaż następowała po stu latach od nabycia, zapis taki nie powinien być kwestionowany. Gdybyśmy wymagali potwierdzenia w formie dokumentu każdej informacji o kosztach podatkowych, musimy przyjąć założenie dość ryzykowne – jeśli instytucja przechowuje dokumenty tylko w okresie ustawowo przewidzianym na archiwizację, sam podatnik musi zadbać o to, aby koszty we właściwym momencie udokumentować.

Zakładam oczywiście, że problem nie dotyczy coraz bardziej „zdematerializowanej” i „zinformatyzowanej” części rynku, w której zlecenie można złożyć na smartfonie, historia operacji ma postać elektronicznego wyciągu, a i kończący proces PIT to elektroniczna postać elektronicznie przechowywanych danych. Zdziwiłby się jednak ten, kto uważa, że żadnych transakcji w formie papierowej się nie zawiera i nie dokumentuje… Oznacza to więc, że założenie, iż PIT-8C coś dokumentuje, jest ułomne, skoro występują przypadki, gdy dane w nim zawarte trzeba potwierdzić poprzez sięganie do następnych dokumentów. O tym, że faktyczny okres trwania inwestycji może być dłuższy niż okres archiwizacji, nie muszę w tym miejscu wspominać.

Po drugie, warto zwrócić uwagę na to – o czym szczególnie nie wydaje się pamiętać główny autorytet powoływany przez KNF, a mianowicie Ministerstwo Finansów – że informacja PIT-8C z natury rzeczy nie zawiera danych o kosztach uzyskania niektórych przychodów. Chodzi tu o przychody, co do których istnieje wątpliwość, czy na pewno podlegają opodatkowaniu tzw. podatkiem giełdowym, wykazywane w części G. Twórcy informacji PIT-8C zapomnieli w tej części dodać rubrykę „koszty uzyskania”, choć ustawa wyraźnie mówi o tym, że formularz ma zawierać informacje o dochodach, a nie o przychodach. Jeśli więc po odpowiednim „badaniu” inwestor-podatnik uzna, że podatek od dochodu się należy, samodzielnie koszty uzupełni i… wchodzi na ścieżkę potencjalnego sporu z organem podatkowym, bo PIT-8C miejsca na koszty w części G nie przewiduje i zabawa w dowody papierowe, może nawet zarchiwizowane, zaczyna się na całego. Ciekawostką jest przy tym to, że dla niektórych przychodów wykazywanych w części G koszty nawet dałoby się ustalić, ale instytucja finansowa nie ma gdzie ich wpisać.

Do wadliwej konstrukcji PIT-8C w części G nikt się jednak nie odnosi. Sprzeczność między potrzebą określenia dochodu na bazie przychodu, do którego trzeba przyporządkować „jakoś” udokumentowane koszty, nikogo nie zastanawia. Co najwyżej poszukuje się winnego w instytucji finansowej, która musiałaby chyba działać nieracjonalnie, gdyby wraz z niszczeniem po pięciu latach archiwizowanych dokumentów usuwała dane dotyczące kosztów podatkowych. Czy naprawdę tu tkwi omawiany problem?

Trzecia kwestia to niestrawny „deser”, o którym przez grzeczność nie powinienem wspominać. Cała lista transakcji sprzed 2004 r., które nie dość, że trafiają do części G, to jeszcze nie jest możliwe ustalenie dla nich kosztów podatkowych ze względu na to, że nikt tych kosztów nigdy poprawnie nie zapisał. Rok 2016 pokazał, że takich przychodów bez kosztów może być naprawdę wiele (nie w kwotach, ale w indywidualnych przypadkach), gdy po kilkunastu latach inwestorzy zmuszeni zostali do sprzedaży akcji tzw. NFI, a akcje te pochodziły z powszechnych świadectw udziałowych nabywanych w latach 90. Margines problemu, ale jakże naznaczony irytacją inwestorów, którzy stają dziś przed wyborem niesłusznej zapłaty podatku dla świętego spokoju albo walki o swoje bez nadziei na dokumenty, których nigdy w żadnych archiwach nie było.

W tym roku minęło 13 lat od wprowadzenia podatku giełdowego i informacji, która od początku budziła masę wątpliwości, szczególnie wątpliwości w zakresie gromadzenia oraz przetwarzania danych finansowych stanowiących koszt podatkowy. Wspomniane pismo żadnej z tych wątpliwości nie rozwiewa, choć jak sięgam pamięcią, stanowi pierwszy – po 13 latach od wprowadzenia podatku – sygnał, że regulator problemami podatników jednak się zajmuje. Tylko czy o te problemy od początku chodziło?

PIT-8C

brak komentarzy

Brak komentarzy.

Dodawanie komentarzy jest aktualnie wyłączone.