Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Felietony Andrzeja Krawczyka w Parkiecie

Rok: Miesiąc

Rynek dojrzał do zmian

30 maja 2010, 18:49

Na rynkach rozwiniętych, w tym w krajach starej Unii Europejskiej, nie ma ustawowego pojęcia „makler”, czy też „doradca inwestycyjny”. Nie ma też licencjonowania tych zawodów. Nie występuje również wymóg zatrudniania przez instytucje rynku kapitałowego określonej liczby osób z taką licencją. Czy polski rynek finansowy nie jest rozwinięty? Obecne obowiązujące rozwiązania pochodzą sprzed 20 lat, a przez ten czas wiele się zmieniło. Rynek zatem dojrzał do zmian związanych ze zniesieniem licencjonowania zawodów, w tym systemem egzaminowania maklerów i doradców.

Urząd Komisji Nadzoru Finansowego prowadzi szczegółowe analizy dotyczące ścisłego przestrzegania postanowień dyrektywy MiFID I oraz MiFID II w kontekście profesjonalnego doboru kadr przez instytucje finansowe oraz odejścia od licencjonowania zawodów. Całościowe spojrzenie na rynek finansowy pokazuje, że na przykład, na rynku bankowym nie ma egzaminów państwowych, np. wobec osób zarządzających ryzykiem. Należy więc dążyć do ujednolicenia cross-sektorowego.

Zniesienie licencjonowania nie spowoduje likwidacji zawodów maklera czy doradcy inwestycyjnego (kwestia nazewnictwa zawodów jest kwestią wtórną), nie nastąpi też „pauperyzacja” kadr. Wręcz przeciwnie, chodzi o profesjonalizm, etykę osoby zarządzającej portfelami, a nie o jej tytuł zawodowy, gdyż firmy inwestycyjne będą zainteresowane pozyskaniem profesjonalistów, natomiast ci ostatni, będą zdeterminowani do uzyskania jak najlepszej wiedzy, i co istotne, będą ją na bieżąco uaktualniać, aby sprostać wymogom rynku i potencjalnych pracodawców (firm inwestycyjnych). Na europejskim rynku finansowym znana jest licencja dla firm inwestycyjnych, które ponoszą odpowiedzialność za jakość pracy swoich pracowników. W Polsce mamy dualizm przejawiający się tym, że KNF nadzoruje zarówno firmy inwestycyjne, jak i ich pracowników.

Także pojęcie doradcy inwestycyjnego, którego obowiązek zatrudnienia jest zagwarantowany ustawą rozwiązaniem nieznanym w innych krajach europejskich. W Polsce licencjonowanie doradców połączone z bardzo trudnym egzaminem doprowadziło do sytuacji, w której w ciągu 18 lat wydano około 300 licencji. Wobec obowiązku zatrudnienia doradcy przez podmioty rynku finansowego zajmujące się zarządzaniem portfelem dochodzi do sytuacji, kiedy firmy fikcyjnie zatrudniają osobę z licencją, aby wypełnić obowiązek ustawowy. Jest to klasyczny przykład tego, jak reglamentacja dostępu do zawodu ogranicza konkurencję, obniżając jakość świadczonych usług.

Egzaminy nie zwiększają trwale kompetencji osób uzyskujących licencje. Słabością tego rozwiązania jest to, że badany jest stan wiedzy na moment uzyskania licencji. W świecie szybko zmieniającego się rynku finansowego, ze względu na konieczność ochrony klientów, taka sytuacja jest nie do zaakceptowania. Dlatego lepszym rozwiązaniem jest pozostawienie firmom inwestycyjnym możliwość wyboru pracowników, a zarazem wyposażenie nadzoru w możliwość przeprowadzenia egzaminu interwencyjnego, który umożliwi sprawdzenie czy podmiot wypełnia obowiązek zatrudnienia osób z odpowiednią wiedzą. Warto też wrócić do zgłoszonej kilka lat temu koncepcji środowiska maklerskiego dotyczącej zniesienia obowiązku zatrudniania określonej liczby osób przez firmy inwestycyjne wynikającego z art. 83 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi.

licencje, maklerzy

27 komentarze »

Komentarz autorstwa ktos
2 Czerwiec 2010, 00:43

chyba ty!

Komentarz autorstwa gogo
4 Czerwiec 2010, 15:59

A może po prostu niedobór osób z licencjami w samym KNF (włącznie z najwyższymi gremiami) jest denerwujący i deprymujący dla jej pracowników?

Komentarz autorstwa ja
5 Czerwiec 2010, 09:34

jak rozumiem intencje chodzi o szerszy dostęp do zawodu, bo egzaminy są za trudne, ale i tak będą nowe egzaminy “weryfikujące wiedzę”, to czy to znaczy że łatwiejsze? czy może chodzi tylko o wyciąganie kasy w postaci kar od firm inwestycyjnych? I to wcale nie prawda że na świecie nie ma licencji, może nie zawsze egzaminy przyprowadza komisja tylko np. giełda – proponuję przynajmniej sprawdzić sąsiadów (też z UE) zanim się coś takiego powie…

Komentarz autorstwa Bankier
5 Czerwiec 2010, 10:30

Prośba do autora o dopisanie jaka jest sytuacja w innych Krajach Unii – czy egzamin jest, czy go nie ma – trudno odnieść się do pomysłu, jeśli nie wiemy jak działa to w innych krajach mających większe doświadczenie rynków kapitałowych. Osobiście jestem za kontrolą instytucji bardziej niz ludzi – wtedy biura maklerskie i fundusze, wiedząc że moga stracić licencję, same ustalają zasady dostępu pracownika do pewnego poziomu odpowiedzialności. Samo zdanie teoretycznego w sumie egzaminu nie gwarantuje profesjalności pracownika. Tę zdobywa sie dopiero w warunkach pracy z inwestorami. List Związku traktuję jako obronę interesów już zasiedziałych, nie zawsze zresztą dobrych maklerów.

Komentarz autorstwa golassim
5 Czerwiec 2010, 10:30

W dzisiejszych internetowych czasach maklerzy nie są już tak potrzebni jak to było kiedyś. Każdy inwestor jest sam sobie maklerem…nie znaczy to jednak, że zupełnie odebrano im chleb. Do rozwoju rynku kapitałowego potrzebni są ludzie, którzy mają wiedzę na temat wprowadzania firm na giełdę, prywatyzacji poprzez giełdę itp. Licencja maklera jaką dziś może pochwalić się kilka tys. ludzi już nie jest tak prestiżowa jak kiedyś. Sam egzamin natomiast bada przygotowanie z zakresu prawa oraz z zakresu technicznych aspektów giełdy (zlecenia, transakcje itp) – ktoś kto zdał egz ma licencje jednak nie jest to równoznaczne z posiadaniem wiedzy i doświadczenia z zaplecza rynku kapitałowego. Dlatego sądzę, że tok rozumowania KNF jest słuszny. (Pod warunkiem, że pomysł okresowego audytu firm będzie nie tylko na papierze ale również w rzeczywistości)

Komentarz autorstwa Harold
5 Czerwiec 2010, 11:40

a po co w ogóle istnieją jakieś “licencje” itp.
bessa brutalnie pokazała, że posiadanie najlepszych “licencji”, nic nie pomaga i maklerki i doradcy nie umieją zarabiać
tragicznie wyniki TFI, OFE, czy prywatnych np. TFI Opera itp. pokazuje, że posiadanie jakichkolwiek “licencji” do niczego nie jest potrzebne
a “licencja maklera” ? – no po co, skoro i tak 90% transakcji jest internetowych
?

Komentarz autorstwa licencja-nie
5 Czerwiec 2010, 12:09

Jeśli zarządzający moimi pieniędzmi są zwolennikami polityki socjalistycznej reglementowania dostępu do zawodu, to te licencje maklerów i doradców nic ich nie nauczyły i muszą być one zniesione, jako że psują rynek zarządzania pieniędzmi.

Kapitaliści zniesieniu licencji by się nie sprzeciwiali. Niech licencje znikną – i to nie tylko w odniesieniu do maklerów i doradców inwestycyjnych, ale i prawników i innych

Komentarz autorstwa Vallenrod
5 Czerwiec 2010, 15:04

Trudno mi się nie zgodzić z przedmówcą, Haroldem. To prawda, że licencje nie dają gwarancji, że ten, czy inny makler bądź doradca inwestycyjny jest świetnym inwestorem lub przynajmniej lepszym od inwestorów, którzy tych licencji nie posiadają. Podczas moich spotkań z przedstawicielami niektórych TFI oraz ich doradcami inwestycyjnymi miałem okazje wysłuchać kilku kompromitujących twierdzeń. Trudno mi orzec, czy ci ludzie w nie na prawdę wierzyli, czy też usiłowali nam sprzedać te bzdury abyśmy sami w nie uwierzyli. Jeżeli doradcy inwestycyjni przewidywali krach na giełdzie, lub przynajmniej jej osunięcie o min. 30% w 2006 roku, to czemu nadal znakomita większość z nich miała ponad 90% pieniędzy w akcjach? Prawo oraz regulaminy funduszy akcyjnych nie zabraniały im posiadania większości kapitału w formie gotówki. Trading polskich doradców inwestycyjnych opiera się w znakomitej większości na metodzie kup i trzymaj.
Kolejną kwestią jest zmienność prawa. Jednorazowo zdany egzamin wcale nie oznacza, że dany makler czy doradca jest na bierząco z regulacjami.

Komentarz autorstwa glodny
5 Czerwiec 2010, 19:55

Swietny pomysl KNF. Chyba lepszy bylby wymog weryfikacji wiedzy pracownikow przez firmy, ktora potwierdzalby np. prezes i kontrole KNF niż testy przez nia przeprowadzane. Dobrowolny egzamin CFA z miedzynarodowa renoma w zupelnosci wystarczy.
Oba egzaminy w porownaniu do CFA byly delikatnie mowiac niezyciowe (szczegolnie w okresie niedostosowania się polskiego prawa do Mifid)

Komentarz autorstwa Marco
5 Czerwiec 2010, 23:58

Może jednocześnie zlikwidują licencję dla lekarza, prawnika czy architekta? Albo wprowadzą okresowe sprawdzanie wiedzy sędziów czy urzędników państwowych? Z punktu widzenia pracodawcy: wolę przyjąć osobę z licencją czy zdanym I etapem egzaminu niż bez – przynajmniej mam gwarancję że taka osoba zdołała się nauczyć do egzaminu i ie jest całkiem zielona.

Komentarz autorstwa Harold
6 Czerwiec 2010, 08:44

&Marco

a może wprowadzimy licencje dla osób prowadzące kioski warzywne ?
w końcu one prowadzą działalność dużo poważniejszą niż maklerzy, bo sprzedają warzywa i owoce, a jak sprzedadzą zatrute lub przeterminowane to klienci mogą zachorować a nawet umrzeć ?

Komentarz autorstwa Marco
6 Czerwiec 2010, 10:57

Haroldzie.
To akurat sprawdza sanepid (w sklepach), a kioski na ulicy są nielegalne, co Ci powie straż miejska.

Komentarz autorstwa Harold
6 Czerwiec 2010, 19:06

&Marco

masz rację,
sanepid sprawdza, ale nie wydaje licencji,
każdy kto chce może otworzyć sklep z warzywami, a to zajęcie dużo poważniejsze, niż zawód maklera, czy doradcy,
bo
warzywniaki sprzedają owoce i warzywa, którymi się można zatruć i umrzeć,

i ty tylko sprawdza sanepid,

to może podobnie z maklerami i doradcami ?

każdy, kto chce niech wykonuje taki zawód, a jakiś sanepid, sprawdzałby czy nie lamie się przepisów,
i tyle

Komentarz autorstwa LI
6 Czerwiec 2010, 22:52

LIcencje doradców inwestycyjnych to szkodliwy archaizm z epoki postsocjalistycznej. To nic innego jak szkodliwa dla klientów metoda reglamentacji, które nigdy nie służyły interesom klienta. Niech klient sam wybierze sobie doradcę, na podstawie jego wyników zarządzania i wszelkich formanych i nieformalnych parametrów pracy. Na tym polega wolny rynek usług.

Komentarz autorstwa Macko
6 Czerwiec 2010, 23:16

Uważam że ustawodawca powinien znieść obowiązek zatrudniania maklerów i doradców, ALE licencje powinny zostać i byc traktowane jak docatkowy ceryfikat swiadczący o wiedzy tak jak CFA i to pracodawca powinien sam zdecydować czy chce zatrudnic osobe z licenca czy nie. A co do zarzutu że nie ma pewnosci ze raz zdany egzami zapewni ze człowiek po paru latach bedzie miał odpowiednia wiedze to ten zarzut można wystosowąc do wszyskich zawodów od prawników po lekarzy, nauczycilei i przede wszystkim URZĘDNIKÓW, może zaczniemy egzminować KNF.

Komentarz autorstwa ADAM
7 Czerwiec 2010, 01:20

MARCO…
Lekarze – za swoje pieniądze możesz się leczyć u kogo tylko chcesz (student medycyny, znachor, zielarz, bioenergoterapeuta, chińczyk, filipińczyk itd itp). W rzeczywistości uprawnienia lekarskie są konieczne tylko w publicznej służbie zdrowia.
Architekci i Prawnicy – w Holandii czy Skandynawii nie ma korporacji Architektonicznej czy Adwokackiej (w naszym Polskim rozumieniu). Do projektowania domu czy obrony sądowej w sprawie karnej (za swoje pieniądze) możesz sobie wynająć kogo tylko chcesz (nawet osobę bez wykształcenia kierunkowego). I jakoś domy i mosty w tych krajach się nie walą, a wymiar sprawiedliwości nie przeżywa zapaści… a ceny są (relatywnie) o wiele niższe niż u nas, gdzie obowiązuje bezsensowny monopol korporacji architektonicznej przy projektowaniu domów, czy korporacji adwokackiej przy pełnomocnictwie procesowym.

Problemem nie jest istnienie egzaminów i licencji – one mogą dalej istnieć (i ty jako wolny i przezorny człowiek możesz korzystać wyłącznie z usług licencjonowanego maklera czy doradcy). Problemem jest monopol i przymus państwowy !!! Dlaczego Ja (tak samo wolny człowiek jak Ty) muszę korzystać z licencjonowanego maklera lub doradcy choć wcale tego nie chcę (na mój koszt i odpowiedzialność !).

Komentarz autorstwa ADAM
7 Czerwiec 2010, 01:33

ponadto…
co powiesz na rynek opiekunek dziecięcych ?

Tam nie ma “licencji”, “korporacji”, “sanepidów” itd. itp. – a mimo to (na zasadach wolnorynkowych) wszystko się “kręci”.

Każdy z nas może powierzyć swoją pociechę (najcenniejsze co ma !!!) osobie bez przygotowania pedagogicznego a nawet karanej !!!
Patrząc z drugiej strony – każdy z uczestników dyskusji może jutro zamieścić ogłoszenie w swojej lokalnej prasie, że chce się podjąć opieki nad dziećmi.

I co… nikomu nie dzieje się z tego powodu żadna krzywda, że nie ma “licencji”, “korporacji” czy “sanepidu” dla opiekunek.

Każdy przed powierzeniem dziecka opiekunce przeprowadza wcześniej “wywiad” i potrafi powierzyć dziecko właściwej osobie. A z drugiej strony – jeśli ktoś bez kwalifikacji próbuje podjąć się takiej działalności, nic nie zarobi (myślę, że żaden z uczestników dyskusji nie zarobiłby nawet na koszty tego ogłoszenia w prasie czyli po prostu by zbankrutował).

Komentarz autorstwa H
10 Czerwiec 2010, 12:57

co, do rynku opiekunek, to rodzice są w stanie sami w miare dokładnie zweryfikować kwalifikacje kandydatki. Taka weryfikacje jest nie możliwa w przypadku np. lekarzy, prawników, doradców inwestycyjnych… bo potrzebna jest do tego fachowa wiedza, którą nie każdy posiada.

Komentarz autorstwa ADAM
10 Czerwiec 2010, 21:24

Kłaniają się podstawy ekonomii uczone na pierwszym roku studiów !!!

To nie “rodzice” weryfikują tylko “rynek” !

No bo co rodzice zdołają zweryfikować w ciągu 15 min rozmowy podczas zwyczajowego “castingu”.
A już na pewno nie zweryfikują czy:
- opiekunka bije dzieci,
- wypija alkohol z barku, czy
- wynosi z domu gospodarzy kosztowności.
Znaczne bardziej od weryfikacji rodziców liczy się rynek: polecenie znajomych, referencje itd.
Oczywiście jeśli ktoś nadal nie ufa referencjom znajomych (lub ich nie ma) – może zawsze zwrócić się do profesjonalnej agencji opiekunek, która swoją renomą gwarantuje, że opiekunka nie bije dzieci, wypija alkoholu czy kradnie (…oczywiście korzystanie z profesjonalnej agencji jest o niebo droższe). A na rynku profesjonalnych agencji też panuje konkurencja – więc żadna agencja nie pozwoli sobie na “wpadkę” z niefachową opiekunką.
Panuje wolność – każdy wybiera co mu pasuje (i na co go stać). Może zaryzykować tańszą opiekunkę z sąsiedztwa bez większych referencji, albo stosunkowo drogą opiekuję zweryfikowaną przez profesjonalną agencję opiekunek.

“Korporacje” i “licencje” to natomiast przymus i monopol tylko jednej “profesjonalnej agencji”, nazywającej siebie samą najczęściej “samorządem zawodowym”.

Lekarze… jakoś miliony polaków bez fachowej wiedzy medycznej “weryfikują” wszelakich uzdrowicieli, korzystając powszechnienie z ich usług. Nadto bardzo specyficzny rynek psychoterapeutów… jest zupełnie wolny – każdy może otworzyć gabinet. Rynek ten działa od lat bez “licencji”, “korporacji” czy “sanepidu” (…mimo, że średnio co 5 lat pojawia się pomysł wprowadzenia “korporacji psychoterapeutów”, zwalczany przez… samych pacjentów, którzy chcą mieć wolność decyzji komu powierzają swoje największe życiowe problemy).
Prawnicy… jakoś Skandynawowie weryfikują prawników bez “fachowej wiedzy” swobodnie wybierając między pełnomocnikami sądowymi bez wykształcenia prawniczego, z wykształceniem prawniczym, albo nawet stopniem profesorskim (co komu jest potrzebne i na co go stać – bez żadnego przymusu). Czy my Polscy jesteśmy gorsi i potrzebujemy do tego korporacji prawniczych windujących ceny ???
Doradcy Inwestycyjni… a czym oni się różnią od Doradców Finansowych, którzy codziennie (w ramach indywidualnych działalności lub profesjonalnych agencji z “Finance” w nazwie) oferują Polakom (nawet tym bez fachowej wiedzy o lokowaniu pieniędzy) tysiące usług finansowych i decydując o ulokowaniu miliardów złotych !!!

Swoją drogą, ciekawe Panie/Pani “H” jak bardzo masz fachową wiedzę z napraw twojego samochodu (który pewnie ma nowocześniejszy komputer niż nie jeden laptop) ??? No a jakoś potrafisz wybrać mechanika który twój samochód naprawia, na tyle bezpiecznie, że nie boisz się nim po naprawie jeździć…
To nie jest kwestia “fachowej wiedzy” tylko elementarne prawo ekonomii !!!

Komentarz autorstwa Hubert
11 Czerwiec 2010, 11:43

Zajęcia na pierwszym roku, to rzeczywiście elementarne prawa ekonomii, dopiero po głębszych studiach, okazuje się że to jedynie bardzo duże uproszczenie rzeczywistości. Rynek sam w sobie nie jest “idealnym” sędziom, stopień w jakim oddaje właściwą cenę danego dobra/usługi mierzonym jest stopniem jego efektywności. Idealnie efektywny, wolny rynek to utopia.

Odnośnie przykładów doradców finansowych. Najważniejszą różnicą między nimi a doradcami inwestycyjnymi jest zakres wiedzy, wiedzy zweryfikowanej trudnymi egzaminami. Oczywiście, zdanie egzaminu nie oznacza, że ma się monopol na fachową obsługę, jest to raczej “prawo jazdy”, świadczące o osiągnięciu pewnego poziomu znajomości tematu. Wyznacznik ten jest o tyle cenny, że dokładnie wiadomo co egzamin na di sprawdza, egzamin jest nie zależny, mimo wszystko przejrzysty ( literatura, testy… wszystko dostępne). Doradca finansowy może oczywiście wiedzieć nawet jeszcze więcej, ale i być zupełnym ignorantem, a skąd mam mieć rozeznanie, co naprawdę umie? Żadne agencje, żadne referencje mi nie zagwarantują odpowiedzi. Bo jak pisałem, efektywny rynek to ułuda, w której duże znaczenie ma marketing, którego ofiarą padają pacjenci znachorów, dużej ilość doradców finansowych…
Popatrzmy choćby na problemy z opcjami w wielu polskich firmach, przecież te kontrakty były podpisane przez “specjalistów” w firmach, z referencjami, zatrudnionych na wolnym rynku…

Uważam, że “wstępniak” do zawodu związanego z zarządzaniem dużą ilością cudzych pieniędzmi jest potrzebny, to wg mnie zawód zaufania publicznego. Kwestią uzgodnienia jest katalog zastrzeżonych czynności, sposób egzaminowania i przejrzystość kryteriów dostępu do profesji. W przeciwnym razie, po co nam w ogóle KNF? Przecież rynek firm inwestycyjnych jest bogaty w uczestników i sam się ureguluje. Po co SEC w USA, przecież Goldman S. działa na konkurencyjnym rynku ( a propos ostatniego pozwu).

Niestety, tam gdzie wchodzi obrót dużą ilością cudzych pieniędzy, są duże pokusy i jestem w pełni przekonany, że pewna ingerencja i nadzór społeczeństwa jest potrzebny. Osobista odpowiedzialność osób bezpośrednio zarządzających aktywami i ich wstępna weryfikacja wpisują się w tą potrzebę.

Komentarz autorstwa ADAM
11 Czerwiec 2010, 13:54

Tym się właśnie różni socjalizm od liberalizmu.
Ja uważam, że wolny rynek jest najefektywniejszym regulatorem dla rynków wszelkich towarów i usług – a ty chcesz rozszerzać na jak największą ilość rynków ingerencję państwową.
Ja uważam, że ludzie są bardzo inteligentni w swoich wyborach (szczególnie jeśli chodzi o własne pieniądze) a ty uważasz ludzi za “potencjalne ofiary” – tym się różnimy.
Jedyne co mogę dodać to, iż wolny rynek sprawdza się od tysięcy lat, a kontrola Państwa i traktowanie obywateli jak “potencjalne ofiary” które trzeba bronić przed nimi samymi to eksperyment ostatnich 100 lat zapoczątkowany przez dzieła niejakiego K. Marksa, i wprowadzany (w różnym stopniu) w ZSSR i bloku wschodnim, a obecnie na Białorusi, w Korei czy na Kubie.
Dodatkowo wolny rynek sprawdza się na wielu bardziej “odpowiedzialnych” polskich rynkach, gdzie nie chodzi “tylko” o pieniądze (np. rynek psychoterapeutów czy opiekunek dzieci).

Ponadto:
Monopol licencjonowanych maklerów i doradców inwestycyjnych (ale też mecenasów, architektów, rzeczników patentowych itd.) to nie “prawo jazdy” !
“Prawo jazdy” służy temu aby istniało bezpieczeństwo na drogach publicznych dla innych użytkowników ruchu ! Po swoim prywatnym terenie, swoim pojazdem (nawet autobusem lub ciężarówką) możesz sobie jeździć i się do woli rozbijać nawet bez karty rowerowej – tego nikt Ci nie zabrania !!! Zabronione jest jeżdżenie bez prawa jazdy po DROGACH PUBLICZNYCH. Jeśli chodziłoby tu o bezpieczeństwo kierowcy – zabroniona byłaby jazda bez prawa jazdy po własnym terenie, a nie jest.
Wprowadzić monopol na rynku przewozów osobowych, na wzór tego maklerskiego i doradców – to tak jakby zabronić ludziom jeździć własnymi samochodami, a dopuścić do ruchu tylko licencjonowane taksówki prowadzone przez zawodowych kierowców. Owszem – zawsze można ponieść argument, że na polskich drogach ginie aż 600 osób rocznie, i jakby zabronić amatorom jeździć po drogach to oszczędzimy 600 istnień ludzkich. Super. Tak zróbmy.
Tylko… jakby tak zrobić to cena taksówki skoczy z obecnych 3zł/km do 30zł/km albo nawet i więcej. Mało kogo będzie stać na przemieszczanie się. No ale… jeśli ma to być w trosce o nasze życie i zdrowie – tak zróbmy.
Ale ja mówię NIE. Niech prowadzić samochody mogą i profesjonalni taksówkarze i amatorzy. I dzięki temu, ja, wolny i świadomy obywatel (wiedząc o tych 600 ofiarach rocznie) mogę, na własne ryzyko wsiąść do swojego samochodu, albo wezwać taksówkę (albo wezwać, ostatnio popularny w dużych miastach, półprofesjonalny ale tańszy od taxi “przewóz osób”) – mój wolny wybór dokonywany na moje ryzyko.

Co do opcji walutowych i innych nietrafionych inwestycji.
Po pierwsze – mało kto dostrzega, iż na opcjach straciły przede wszystkim spółki, których menedżerowie inwestowali pieniądze “spółki” (a nie własne). Jakoś (przynajmniej w doniesieniach prasowych) mało było o prywatnych osobach które poczyniły takie nietrafione inwestycje swoimi własnymi pieniędzmi (…bo o te się dba, i ogląda je z każdej strony).
Ale mniejsza o to…
Otwartym pozostaje pytanie: dlaczego skoro nasze państwo pozwala legalnie popełnić samobójstwo oraz “niszczyć” sobie zdrowie papierosami i alkoholem (twoje życie i zdrowie – możesz sobie zrobić z nim co chcesz), dlaczego pozwala przegrywać pieniądze w kasynach, u bukmacherów czy w (mocno reklamowane, państwowe) LOTTO (twoje pieniądze – możesz sobie z nimi zrobić co chcesz, nawet spalić w kominku) TO DLACZEGO PAŃSTWO MA ZABRANIAĆ RYZYKOWAĆ TYMI SAMYMI PIENIĘDZY W RYZYKOWNYCH INWESTYCJACH ZACHWALANYCH PRZEZ DORADCĘ BEZ PAŃSTWOWEGO EGZAMINU ???

Co do twoich obaw.
Ja nie postuluję zniesienia licencji. Niech sobie istnieją. Jeśli ty jesteś przezorny i obawiasz się usług doradcy bez wstępnego egzaminu – Ja nie mam zamiaru odbierać Ci prawa do skorzystania z jego usług. To jest problem monopolu maklerów i doradców przeegzaminowanych przez Państwo.
Niech istnieją OBOK siebie:
- doradcy i maklerzy przeegzaminowani przez Państwo,
- doradcy i maklerzy przeegzaminowani przez międzynarodowe instytuty (typu CFA),
- doradcy i maklerzy przeegzaminowani przez krajowe niezależne ośrodki (małe i duże),
- doradcy i maklerzy bez żadnych egzaminów.

I tak jak Ja, nie chcę Ci w żadnym wypadku narzucić maklera czy doradcy (np. bez egzaminu) i nie widzę przeszkód abyś zawsze pytał się swojego doradcy czy maklera o numer państwowej licencji. Ale też nie chcę aby mi (wolnemu obywatelowi, działającemu na własny koszt i ryzyko) cokolwiek narzucano w tym korzystanie wyłącznie z usług maklerów i doradców z egzaminami państwowymi – co ty właśnie postulujesz (…uzasadniając to jeszcze moim własnym dobrem). Dziękuję Ci za troskę o mnie – ale nie skorzystam.

Komentarz autorstwa ADAM
11 Czerwiec 2010, 14:27

Posługujesz się pojęciem “zaufania publicznego” – ale co przez nie rozumiesz ??? Bo to często nadużywane pojęcie, uzasadniające wszelkie monopole państwowe i korporacje, którego nikt nie potrafi zdefiniować.

Dla mnie jest to coś odmiennego od “zaufania prywatnego”.
Ja rozumiem przez to sytuację w której nie istnieje zależność “klient który płaci usługodawca”.
Dla mnie z “zaufaniem publicznym” mamy do czynienia w nielicznych sytuacjach.
W Polsce można wskazać tu sytuację Lekarzy w państwowej służbie zdrowia, albo adwokatów świadczących obronę “z urzędu”.
Tam jest inny schemat.
Jest “klient płatnik (państwo) usługodawca”.
No i powstaje dylemat usługodawcy komu ma służyć – klientowi czy płatnikowi.
Dla przykładu:
- czy lekarz (opłacany i przydzielony mi przez państwo) ma zlecać mi drogie badania (które obciążą kasę NFZ, i zmniejszą jego pensję) ???
- czy adwokat (opłacony i przydzielony mi przez państwo) ma mnie rzetelnie bronić przed sądem w sprawie o oszustwa podatkowe (wiedząc że uniewinnienie mnie zmniejszy wpływy do kasy państwa, i co za tym idzie jego pensję) ???

Tu musi istnieć “zaufanie publiczne” do tego lekarza i adwokata, przydzielonego mi i opłacanego przez Państwo.
Ja ufam państwowej służbie zdrowia, że lekarze zlecają mi takie badania jakie są konieczne (a nie oszczędzają, bo tak “kazał im” płatnik – państwo). Ja ufam, że adwokat z urzędu broni mnie fachowo (a nie popełnia gaf, bo tak “kazał mu” płatnik – państwo).
Tu muszą istnieć też korporacje, reprezentujące tych państwowych lekarzy i adwokatów w sporach z państwem, a przynależność do nich musi być obowiązkowa (tak aby nie było “czarnych owiec, które za wyższe wynagrodzenie oszczędzają na pacjentach i klientach”)

Ale tam gdzie jest jasny schemat “klient będący płatnikiem usługodawca” jest TYLKO ZAUFANIE PRYWATNE.
W szczególności, wybierając PRYWATNIE lekarza lub adwokata, SAM wybieram takiego jakiemu ufam. Ja mu płacę, więc lekarz (wiedząc, że jutro mogę iść do kogoś innego) leczy mnie najlepiej dla mnie. Tracę moje PRYWATNE zaufanie – natychmiast zmieniam lekarza lub adwokata (czego nie mogę zrobić w państwowej służbie zdrowa czy posiadając adwokata “z urzędu”).

Proste i jasne zasady.
Tam gdzie chodzi o usługi świadczone na koszt i odpowiedzialność klienta – jest tylko zaufanie prywatne a nie publicznie, i ten zakres usług powinien być, moim zdaniem, zupełnie wolny (jak chce tego Konstytucja RP, pozwalająca krępować więzami korporacyjnymi jedynie rynek zawodów “zaufania publicznego” )
Tymczasem pojęcie “zaufania publicznego” robi niesamowitą karierę, i uzasadnia istnienie wszelkich licencji i korporacji.
Ale już nikt nie potrafi wytłumaczyć dlaczego np. maklerzy czy doradcy podatkowi mają “zaufanie publiczne”, a mechanicy, piekarze, opiekunki, psychoterapeuci, itd. itp. tego “zaufania publicznego” nie mają !!!

Komentarz autorstwa JJ
11 Czerwiec 2010, 17:52

hmmmmmm
Kiedyś (nie tak dawno) było tak, że na studiach ekonomicznych uczono o wolnym rynku, a wykładowców kultywujących socjalizm traktowano jak “niegroźnych dziadków”, którzy dorabiają do emerytury i dają z egzaminów zazwyczaj “łatwe 5″. Oczywiście każdy przy zdrowych zmysłach, kto jeszcze pamiętał czasy PRL’u “niegroźnym dziadkom” wychwalającym te czasy, nie wierzył.
A dziś, mówiących o wolnym rynku traktuje się jak “bajarzy” mówiących o “utopii”, a wychwalających socjalizm jako mówiących od rzeczy. Gdzie ten kraj zmierza jak będziemy mieć takich ekonomistów.
Jutro się dowiemy, że piekarze to zawód zaufania publicznego.
W końcu nie możemy tak beztrosko kupować co rano bułek, nie wiedząc czy nie ma w nich żadnej trucizny.
A pojutrze, że samochody można naprawiać w Autoryzowanych Serwisach bo tylko one mają zaufanie publiczne.
W końcu nie możemy tak beztrosko wymieniać klocków hamulcowych w niezależnych serwisach, nie widząc czy nam nie uszkodzą hamulców.
Cieszmy się póki jest jeszcze czas, że możemy (na własną odpowiedzialność) kupować bułki tam gdzie chcemy (a dzięki wolnemu rynkowi ceny są przystępne).
Cieszmy się póki jest jeszcze czas, że możemy (na własną odpowiedzialność) naprawiać samochody tam gdzie chcemy (a dzięki wolnemu rynkowi ceny są przystępne).
Z takimi poglądami jak prezentują tu niektórzy dyskutanci dowiemy się, że nawet “sprzątaczki” to zawód zaufania publicznego, który wymaga egzaminów, korporacji i licencji ! No bo co w końcu… na mokrej podłodze może się ktoś poślizgnąć i uderzyć w głowę, sprzątaczka ma dostęp do majątku sprzątanego miejsca (biura czy mieszkania), sprzątaczka ma dostęp do dokumentów i tajemnic (biura czy mieszkania). Sprzątaczka to zawód zaufania publicznego – wprowadźmy licencje dla sprzątaczek. Egzaminujmy je z umiejętności informowania o mokrej i śliskiej podłodze, nałóżmy na nie obowiązki zachowania tajemnicy zawodowej i sprawdzajmy niekaralność za kradzież.

Komentarz autorstwa pani Jadzi
16 Czerwiec 2010, 22:59

Witam,

Jestem sprzątaczką i żądam powołania korporacji zawodowej sprzątaczek !!!

1) Wiedza i doświadczenie zawodowe.

Wbrew pozorom, od wiedzy i doświadczenia zależy niejednokrotnie życie i zdrowie ludzkie (…cóż tam pieniądze czy nieruchomości – to rzeczy nabyte).
Na przykład:
- małe dziecko może wypić niezabezpieczony środek czyszczący
- na źle oznakowanej mokrej podłodze może się ktoś poślizgnąć i uderzyć się w głowę.
Bezwzględnie konieczny jest egzamin zawodowy dla sprzątaczek !!!

2) Tajemnica zawodowa.
Sprzątając firmę czy mieszkanie mamy dostęp do takich tajemnic o jakich się ludziom nieraz nie śniło!
Bezwzględnie konieczna jest korporacja zawodowa dla nas sprzątaczek, z zasadami etyki zawodowej !!!

3) Nieskazitelny charakter.
Sprzątając firmę czy mieszkanie mamy nieograniczony dostęp do całkiem pokaźnego majątku, po który wystarczy nieraz sięgnąć i włożyć go go kieszeni.
Bezwzględnie konieczne jest ustanowienie warunku “nieskazitelnego charakteru” i niekaralności dla nas sprzątaczek !!!

KORPORACJA SPRZĄTACZEK JEST BEZWZGLĘDNIE KONIECZNA.

Z poważaniem
Pani Jadzia

ps. może wreszcie nasz zawód nie będzie opłacany nędznymi 6zł/godz ale będzie to 60zł/godz pozwalające nam godnie żyć, nie mieć pokusy sięgnięcia po cudze mienie i stale się doszkalać. To wszystko tylko dla dobra waszego – szanownych klientów.

Komentarz autorstwa Hubert
20 Czerwiec 2010, 16:43

Witam,

chciałbym się odnieść do argumentu, że niby wychwalam socjalizm i że chcę odebrać ludziom prawo do samodzielnego decydowania o sobie, nigdzie tego nie napisałem. Jestem jak najbardziej zwolennikiem wolnego rynku, uważam, że to najlepszy sposób na funkcjonowanie gospodarki, podkreślam jednak fakt, że niestety rzadko kiedy spełnione są warunki do zaistnienia efektywnego wolnego runku. Teoria teorią, ale mam duże wątpliwości, że w rzeczywistym świecie rynek będzie działał bez zakłóceń i w interesie społeczeństwa, wiara w to jest według mnie utopią i musimy się funkcjonowaniu rynku (szerzej gospodarki) przyglądać i reagować na nieprawidłowości. Z tego też względu widzę miejsce dla instytucji takich jak KNF. Co do regulacji, to oczywiście, jeśli przedobrzymy, to nie tylko nie zapobiegamy patologiom, ale je nawet prowokujemy.

Odnosząc się w szczególności do licencji KNF, to przyznajmy, że przecież każdy może sobie ze swoimi pieniędzmi robić, co mu się tylko podoba. Problem licencji np. doradcy dotyczy tylko specyficznej formy zarządzania pieniędzmi w funduszach inwestycyjnych …i to praktycznie tyle. Ustawa wymaga jedynie minimalnej liczby zatrudnionych doradców, liczba ludzi z licencją przekracza w Polsce (chyba dwukrotnie) zapotrzebowanie ustawowe. Skąd więc tyle obaw? TFI musi mieć co najmniej 2 doradców, pozostała część zespołu może być dobrana dowolnie. Te dwie osoby, które osobiście odpowiadają za swoje działania, stanowią jednak pewną gwarancję bezpieczeństwa. Liczba doradców jest na tyle duża, że nowe osoby nie mają szans na karierę, posiadając jedynie licencję i licząc na “korporację”. Egzaminy są państwowe, a nie korporacyjne, bardzo przejrzyste. Praktycznie każdy może podejść do nich i zdać, nie potrzeba nawet wykształcenia wyższego. Z tego też powodu liczba licencji rośnie szybko. Dla mnie jest to bardzo pozytywnym zjawiskiem, bo egzaminy te, pomimo swoich wad wymagają opanowania solidnej porcji materiału z finansów i im więcej ludzi z tą wiedzą tym lepiej dla sektora finansowego, ale na całe TFI potrzeba jedynie 2 di.
Licencje mają bardzo dobry wpływ na promowanie pracy na rynku finansowym. Dzięki nim mamy powszechnie rozpoznawany certyfikat, który ułatwia młodym ludziom dostanie się do branży i udowodnić swoją wiedzę.

Podsumowując,
1. Ludzi z licencją jest już dużo więcej niż wymagają tego przepisy i liczba ta stale rośnie
2. Każdy może robić sobie ze swoimi pieniędzmi co mu się podoba, inwestować jak tylko chce. Licencje dotyczą w praktyce jedynie zarządzania w funduszach inwestycyjnych.
3. Egzaminy są przejrzyste i przeprowadza je niezależna instytucja państwowa.
4. W chwili obecnej licencja zarówno maklerska jak i doradcza, to jedynie dodatkowy atut w CV. Jej główna rola to teraz ułatwienie startu w branży i dodanie „prestiżu” posiadaczowi.

Moja wypowiedź dotyczy licencji KNF. Na temat rynku sprzątaczek, opiekunek dziecięcych… mam bardzo ubogą wiedzę, więc się do nich nie odniosę.

Pozdrawiam

Komentarz autorstwa Dorek
23 Czerwiec 2010, 08:43

Witam,
trochę od innej strony zacznę. Niedawno była dyskusja na temat, czy nie licencjonować np. doradców finansowych, ze względu na niski (generalnie) standard oferowanych przez nich usług, a tutaj taki zwrot w mentalności KNF. Banki zastanawiały się, czy nie muszą otwierać biur maklerskich, aby świadczyć pewne czynności, czy to nie jest już działalność maklerska, pytały się firm konsultingowych, czy pakując pieniądze klientów w obligacje muszą zatrudnić osobę z licencją Ciekawe czym spowodowany jest taki nagły zwrot w stanowisku KNF?
W kraju gdzie nakaz goni przepis a dyrektywa kolejny regulamin (nie bez zasługi KNF) uczepiono się akurat 300 doradców inwestycyjnych. Zwracam uwagę, ze to są właśnie ci, którzy poswięcili czas, aby się tego prawa (i nie tylko) nauczyć, a pracy w finansach nie załatwiła im ciocia Jadzia, ktora sprzątała w KNF, ani opiekunka do dzieci pracowników tegoż regulatora.
Spytam prowokujaco, kto egzaminu na doradcę nie zdał i ile razy?
A do zwolenników wolnego rynku, po co nam w ogóle tzw. rynek regulowany obrotu papierami wartościowymi. Ida po wyżej wymienione bułki albo wracając od świadomie wybranego znachora, można sprzedać na bazarze 2 akcje i 3 obligacje, jak zabraknie drobnych na mechanika od klocków hamulcowych.
Pozdrawiam serdecznie,
Dorek

Komentarz autorstwa ADAM
30 Czerwiec 2010, 00:09

Ludzie przeczytajcie co sami napisaliście !!!

Tak, to nie jest “socjalizm”, jest znacznie gorzej – to jest “koniunkturalizm” !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Piszecie, że jesteście za wolnym rynkiem i prawie decydowania przez wolnych i dorosłych obywateli o sobie i swoich pieniądzach… ale z wyjątkiem doradców inwestycyjnych – dla których licencje powinny być utrzymane.

Chcecie mieć prawo na własny koszt leczyć się gdzie chcecie także poza korporacją lekarską (np. u znachora), mieć prawo leczyć swojego psa na własny koszt gdzie chcecie także poza korporacją weterynaryjną (np. u psiego znachora), mieć prawo ustanowić sobie w swojej sprawie sądowej na własny koszt pełnomocnika który wam odpowiada także z poza korporacji adwokackiej (np. znajomego prawnika bez uprawnień)…
Ale jednocześnie chcecie odebrać innym prawo wyboru w jaki fundusz zainwestować (np. posiadający dziesięciu, pięciu, jednego a może żadnego zatrudnionego doradcę inwestycyjnego po egzaminie państwowym… a może innym egzaminie międzynarodowym lub krajowym). I chcecie (dla bezpieczeństwa głupich klientów którzy nie potrafią sami sprawdzić) utrzymać zasadę, iż każdy fundusz musi mieć zatrudnionych 2 doradców posiadających licencję państwową.

Tak nie można !!!
Nie można “mieć ciastko i zjeść ciastko”.
Nie jest też żadnym argumentem, że wy zainwestowaliście swój czas i pieniądze w kursy i egzaminy. Na marginesie – to ujawnia tylko w jakim celu odbyliście te kursy (aby uzyskać uprawnienia zawodowe) i że nie robiliście ich po to aby być lepszymi doradcami, którzy będą na konkurencyjnym rynku lepszymi od tych bez kursów. W ogóle pamiętacie jeszcze cokolwiek z tych kursów i egzaminów ??? Pewnie nic – bo i po co skoro licencja już zdobyta.

Albo ktoś jest za wolnym rynkiem, bez korporacji i licencji – od lekarzy, przez weterynarzy, adwokatów po mechaników, opiekunki i sprzątaczki.
Albo ktoś jest przeciw wolnemu rynkowi i uważa że opiekuńcze państwo powinno wprowadzić korporacje, egzaminy i licencje dla wszelkich usługodawców – od lekarzy, przez weterynarzy, adwokatów po mechaników, opiekunki i sprzątaczki.

Trzeciej drogi polegającej na tym, że dla doradców inwestycyjnych są licencje, a pozostałe branże są wolne – nie ma !!!

Waszą “potrzebą zapewnienia minimalnego bezpieczeństwa” można uzasadnić istnienie wszystkich korporacji, egzaminów i licencji na wszelkich rynkach (np. sprzątaczek, jak to wykazała pani Jadzia) !!!

Fundamentem jest pogląd:
- liberalny, zgodnie z którym obywatele są wolni i sami sobie zapewniają bezpieczeństwo – stosowanie do potrzeb i możliwości,
- socjalistyczny, zgodnie z którym obywatele są głupi i państwo musi zapewnić im bezpieczeństwo (w zakresie usług – np. egzaminując usługodawców egzaminami państwowymi).
Innego poglądu nie ma !!!

Zostaw komentarz