Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Felietony Łukasza Kozłowskiego w Parkiecie

Rok: Miesiąc

Spóźniona normalizacja

31 stycznia 2017, 09:33

W amerykańskiej gospodarce, podobnie jak w każdej gospodarce wolnorynkowej, występuje cykl koniunkturalny. Po II wojnie światowej okres od dna poprzedniej recesji do początku następnej trwał w Stanach Zjednoczonych średnio trochę ponad 58 miesięcy. Od zakończenia ostatniej recesji, czyli od czerwca 2009 r., minęło natomiast już 90 miesięcy. Okres korzystnej koniunktury nie może trwać wiecznie – z całą pewnością jesteśmy bliżej jego końca niż początku. Obecny cykl już teraz jest czwartym najdłuższym okresem nieprzerwanego wzrostu gospodarczego w USA od 1854 r. (jeżeli amerykańska gospodarka nie pogrąży się w recesji w I kwartale, znajdzie się on już na trzecim miejscu). Choć oczywiście nie można z góry wykluczać szans na pobicie historycznego rekordu, równie nieroztropne jest ignorowanie możliwości nadejścia dekoniunktury w stosunkowo nieodległej przyszłości.

Po roku oczekiwania mamy jedną podwyżkę stóp procentowych w USA zamiast czterech. W sytuacji, gdy nieuchronnie zbliża się do końca czas ożywienia gospodarczego, wahanie Fedu może pogrzebać szanse na doprowadzenie do normalizacji kursu polityki pieniężnej.

Warto pamiętać, że mechanizm transmisji monetarnej działa z opóźnieniem. Skutki zmian parametrów prowadzonej polityki pieniężnej stają się w pełni odczuwalne dopiero po co najmniej dwóch kwartałach od momentu ich wprowadzenia. Oznacza to, iż podnosząc – zgodnie z medianą aktualnych prognoz członków FOMC – stopę procentową do poziomu 2,1 proc. do końca 2018 r., Fed oddziałuje przede wszystkim na warunki panujące w połowie 2019 r. A może być to już ten czas, kiedy osuwająca się ku spadkowej fazie cyklu biznesowego gospodarka znowu będzie potrzebować łagodzenia kursu polityki monetarnej, a nie jej zaostrzania.

Trudno zaś uznać stopę procentową nieznacznie przekraczającą 2 proc. za optymalny docelowy zasięg podwyżek. Z każdym kolejnym upływającym miesiącem rośnie ryzyko, iż działania podejmowane przez Fed okażą się spóźnione. O ile jeszcze pod koniec 2012 r. amerykański bank centralny w ramach swojego forward guidance zapowiadał, że nie będzie zmieniał poziomu stóp procentowych, dopóki stopa bezrobocia nie spadnie poniżej 6,5 proc., po spełnieniu tej przesłanki na początku II kwartału 2014 r. długo odwlekał decyzję w sprawie rewizji dotychczasowego kursu. Co więcej, jeszcze przez kilka kolejnych miesięcy kontynuował realizację trzeciego programu luzowania ilościowego (QE3). W efekcie pierwsza podwyżka nastąpiła dopiero po pięciu latach, odkąd stopa bezrobocia zaczęła wyraźnie maleć, osiągając praktycznie swój naturalny poziom. Dla porównania w 2004 r. cykl podwyżek stóp rozpoczął się po roku spadku bezrobocia, a w 1994 r. – po 1,5 roku. Oczywiście zmagania z Wielką Recesją wymagały podejmowania nadzwyczajnych działań, jednak pytanie, czy nie przesadzono z ich nadzwyczajnością, wydaje się zasadne. Zacieśnienie monetarne nie musi koniecznie zgasić dobrej koniunktury, jeśli tylko utrzymane jest w granicach rozsądku. Po pierwszej rundzie podwyżek stóp procentowych w latach 90. minionego wieku bezrobocie w Stanach Zjednoczonych malało jeszcze przez kolejne 75 miesięcy.

Koszt ewentualnego zdławienia osiągniętego z tak wielkim trudem ożywienia po wielkiej recesji nie może być lekceważony. Utrzymywanie nadzwyczajnie luźnego kursu polityki pieniężnej, choć krótkoterminowo kuszące, także niesie ze sobą jednak konkretny koszt oraz potencjalne zagrożenia. Co prawda inflacja pozostaje – m.in. ze względu na zachowanie cen surowców energetycznych na przestrzeni ostatnich 2,5 roku – względnie przytłumiona, jednak niezwykle tani pieniądz sprzyja nadmiernemu wzrostowi cen aktywów oraz nieoptymalnej alokacji zasobów. Skojarzenia ze spekulacyjną gorączką może budzić choćby gwałtowny wzrost liczby spółek „jednorożców” (ocenia się, że jest ich obecnie około 180), których miliardowe wyceny – niewyobrażalne jeszcze przed kilkoma laty – nierzadko oparte są przede wszystkim na nadziejach na dalszy rozwój, budowę zyskownego modelu biznesowego w przyszłości oraz osiągnięcie rynkowej dominacji, a nie konkretne rezultaty. Jako że posiadaczami aktywów finansowych są na ogół zamożniejsze warstwy społeczeństwa, prowadzona w taki sposób polityka monetarna sprzyja ponadto pogłębianiu nierówności majątkowych.

Mając na uwadze powyższe zagrożenia, dobrze się stało, że Fed rozpoczął swoją monetarną ofensywę. Wygląda jednak na to, że zanim osiągnięte zostaną jej cele, amerykański bank centralny zostanie zmuszony do pospiesznego wycofania się na tak dobrze wszystkim znane, z góry upatrzone obronne pozycje, tj. zerowy poziom stóp procentowych. Skuteczne wyrwanie się z pułapki płynności nigdy nie jest proste.

Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP, członek rady nadzorczej ZUS

gospodarka, USA

brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz