Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Felietony Mirosława Kachniewskiego w Parkiecie

Rok: Miesiąc

Raportowanie na Twitterze

20 kwietnia 2017, 08:55

W ubiegłym tygodniu Elon Musk poinformował o wejściu swojej spółki motoryzacyjnej w nowy segment rynku. Skala reakcji inwestorów na tę wiadomość pozwala stwierdzić, że mieliśmy do czynienia z informacją poufną. Nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, gdyby nie fakt, że informacją tą podzielił się na Twitterze. I tu pojawiają się dwa pytania: czy miał prawo to zrobić i czy inwestorzy mieli prawo na to zareagować?

W USA można się komunikować poza oficjalnymi kanałami dystrybucji informacji, o ile są one powszechnie dostępne i o ile inwestorzy wiedzą, którym z tych „nieoficjalnych” kanałów posługuje się dana spółka. Innymi słowy, jeśli z polityki informacyjnej spółki wynika, iż ważne informacje przekazywane są przez konto prezesa na Twitterze, to wszystko odbywa się zgodnie z zasadami sztuki.

W USA kwestia kanału dystrybucji informacji przez spółki została kilka lat temu przedefiniowana przez amerykańskiego nadzorcę (SEC). Stało się to w wyniku sporu o informację poufną dotyczącą spółki Netflix, którą to informację – czy to w wyniku nieuwagi, czy dla prowokacji intelektualnej – prezes był uprzejmy udostępnić inwestorom za pośrednictwem swego bloga. Jakiś czas temu pisałem o tym na łamach „Parkietu”, więc w tym tekście jedynie krótko podsumuję: SEC wszczęła postępowanie, gdyż uważała, iż taka informacja powinna być przekazywana inwestorom za pośrednictwem ichniejszego ESPI, ale spółka udowodniła, że blog prezesa jest lepszą formą komunikacji z inwestorami.

Mając na względzie powyższe, możemy zdecydowanie pozytywnie odpowiedzieć na postawione we wstępie pytania. Tak, w USA można się komunikować poza oficjalnymi kanałami dystrybucji informacji, o ile są one powszechnie dostępne i o ile inwestorzy wiedzą, którym z tych „nieoficjalnych” kanałów posługuje się dana spółka. Innymi słowy, jeśli z polityki informacyjnej spółki wynika, że ważne informacje przekazywane są przez konto prezesa na Twitterze, to wszystko odbywa się zgodnie z zasadami sztuki. A inwestorzy jak najbardziej mogą i powinni na takie tweety reagować, bo to jest w tym przypadku najszybsza forma dotarcia do informacji.

Skoro wiemy, jak jest w USA, to warto się zastanowić, jak jest i jak będzie u nas. Na naszym rynku obecnie panuje pogląd, że jedynym kanałem, jakim spółka może komunikować informacje poufne, jest system ESPI. Czy w takim razie u nas Twitter jest gorszego sortu? Czy może mamy mniej wyrafinowanych intelektualnie prezesów lub inwestorów? Aby odpowiedzieć na te pytania, musimy najpierw odnieść się do historii komunikacji spółek z inwestorami w Polsce.

Otóż system Emitent (poprzednik ESPI), kiedy powstał (a było to w 1995 roku), był bardzo zaawansowanym i nowatorskim rozwiązaniem. Zapewniał bardzo szybki, centralny dostęp do informacji publikowanych przez spółki, co było ewenementem na skalę europejską. Tym bardziej że w owych czasach nie było wielu dostępnych dziś metod komunikacji, a tak naprawdę to nie było nawet jeszcze w Polsce internetu. Ale z czasem rozwój infrastruktury komunikacyjnej dogonił i przegonił Emitenta i w tej sytuacji pojawił się dylemat, czy ścigać się z innymi formami komunikacji, czy z nimi współpracować.

Nadzorcy raczej nie lubią współpracować, bo to ogranicza ich możliwości nadzorcze. Gdyby nie konkretny przypadek Netflixa, prawdopodobnie do dziś komunikacja musiałaby się odbywać oficjalnymi, a zatem – niejako z definicji – zapóźnionymi w rozwoju kanałami. One się świetnie nadają na repozytorium danych, powinny pozostać jako miejsce, gdzie mamy zarchiwizowane z datą pewną wszystkie raporty wszystkich emitentów. Ale zdecydowanie się nie nadają na to, żeby być „medium pierwszego kontaktu” dla inwestora. I nie powinny nim być. Bo przecież możemy sobie wyobrazić aplikację ESPI na smartfony umożliwiającą przyjazną dla emitentów i inwestorów komunikację. Tylko po co, skoro takie przyjazne media już są? Czy powinniśmy zmuszać inwestorów, żeby poszli tam, gdzie chcemy, czy my powinniśmy się pofatygować tam, gdzie są inwestorzy?

Logika władzy podpowiada to pierwsze rozwiązanie. Nie tylko z powodów demonstracyjnych, ale także z uwagi na potrzebę kontroli, bezpieczeństwa czy identyfikacji nadawcy informacji. Logika służby natomiast wskazywałaby na to, aby uczestnicy rynku posługiwali się takimi narzędziami, jakie są dla nich wygodne. A nadzorcy powinni tak zorganizować sobie pracę, aby zapewnić odpowiednie możliwości zwalczania nadużyć.

Czy można te dwa podejścia pogodzić? W dużej mierze tak, bo przecież powszechnie stosowane na świecie systemy komunikacyjne są bardziej bezpieczne i niezawodne niż ESPI. Pozostaje zatem do rozstrzygnięcia kwestia identyfikacji nadawcy informacji i dostępu do tych danych, a to jest przecież jak najbardziej możliwe. I dochodzimy do ostatniej kwestii – problemu kontroli. Z perspektywy nadzorcy zawsze łatwiej będzie zarządzać systemem, nad którym sprawuje pełną kontrolę, choćby nawet system ten był dziurawy, gdyż wówczas może przerzucić ciężar dowodu na emitenta. Jeśli za pośrednictwem ESPI np. opublikowany zostanie nieautoryzowany raport, to spółka musi udowodnić niewinność. Jeśli podobne zdarzenie miałoby miejsce na twitterowym profilu spółki, to nadzorca musiałby udowodnić winę i miałby z tym dużo zachodu, gdyż musiałby uzyskać stosowne dane od zagranicznej firmy komercyjnej.

Jak w takim razie będzie wyglądać przyszłość? Raportowanie spółek kanałami informacji dogodnymi dla inwestorów wydaje się nieuniknione, ale na polskim rynku wciąż czekamy na Prometeusza, który by (mniej lub bardziej świadomie) poświęcił się dla dobra komunikacji. Nie wiemy, kiedy się to wydarzy, ale w nowym reżimie prawnym warto się zastanowić, czy bardziej Twitter, czy jednak system ESPI zapewnia „rozpowszechnienie informacji poufnych wśród możliwie najszerszego grona odbiorców”.

brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz