Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Felietony Mirosława Kachniewskiego w Parkiecie

Rok: Miesiąc

Reprywatyzacja przez nacjonalizację

16 marca 2017, 08:37

Z dużym zainteresowaniem przeczytałem na portalu Bankier.pl, że w planie finansowym Funduszu Reprywatyzacji zarezerwowano specjalną transzę na nabywanie akcji spółek publicznych. Wiceminister finansów dodał, że do końca marca ma być sfinalizowana jedna z transakcji przejęcia, w wyniku której udział Skarbu Państwa osiągnie 100 proc. Logika reprywatyzacji poprzez nacjonalizację nie dla wszystkich jest widoczna, stąd warto nieco przybliżyć ten problem.

Zastosowanie zasady wartości cudzego pieniądza w czasie polega na tym, że nawet bardzo nieefektywne wydawanie cudzych pieniędzy na realizację własnych celów jest korzystne, o ile zdołamy to zrobić w takim czasie, żeby nie było możliwości pociągnięcia nas do odpowiedzialności.

Niektórym działanie nacjonalizacyjne może się wydawać nielogiczne (zwłaszcza w kontekście reprywatyzacji), ale – wbrew pozorom – ma to głęboki sens. Otóż jeśli celem działania Funduszu Reprywatyzacji ma być wypłata odszkodowań z tytułu nacjonalizacji, to fundusz ten będzie działał tym efektywniej, im więcej takich odszkodowań będzie. Jest to oczywiste z perspektywy znanej od lat w ekonomii zasady korzyści skali – im większa skala przedsięwzięcia, tym mniejszy staje się procentowo udział kosztów stałych, a zatem tym bardziej efektywny kosztowo staje się cały proces.

Ujmując rzecz w skrócie – żeby było co reprywatyzować, to najpierw trzeba znacjonalizować i im więcej tego będzie, tym będzie to (relatywnie) tańsze. Stosowne przepisy prawne zostały już przygotowane. Zgodnie z nowymi rozwiązaniami (art. 90 ust. 4 ustawy o ofercie) regulacje dotyczące nabywania znacznych pakietów akcji nie obowiązują Skarbu Państwa, a dodatkowo niedawno wykreślono obowiązek ogłaszania tzw. małych wezwań (art. 72 ustawy o ofercie). Tym samym na boisku pojawił się nowy agresywny gracz, którego nie obowiązują reguły, a nawet gdyby było inaczej, to sędzia nie za bardzo mógłby cokolwiek odgwizdać, bo jest mianowany przez tego gracza właśnie. Kibice też nie za bardzo mogą szumieć, bo policja też jest opłacana przez tego gracza.

Skarb Państwa miał kilka etapów nadużywania swojej pozycji wobec pozostałych akcjonariuszy: polityka kadrowa, odsysanie pieniędzy poprzez różnego rodzaju „tax specialis”, transferowanie pieniędzy do innych podmiotów z „grupy kapitałowej SP”, a teraz wreszcie aktywnie wkracza na rynek z zamiarem dokonania zakupów. Prowadzi to do niezwykle interesujących rozważań. Jakież to akcje spółek publicznych miałby nabywać Fundusz Reprywatyzacyjny?

Pierwsze myśli idą w kierunku zwiększenia zaangażowania w akcjonariacie spółek obecnie kontrolowanych przez Skarb Państwa. Ale po co, skoro i tak mogą robić, co chcą? Druga myśl – chodzi o to, aby poprzez głosowanie grupami wróg nie wprowadził swojego przedstawiciela do rady nadzorczej. No ale do tego nie potrzeba przecież żadnych funduszy – wystarczy którejś nocy przegłosować ustawę, że ten przepis nie dotyczy spółek kontrolowanych przez Skarb Państwa.

Czy chodzi w takim razie o dokupowanie akcji do pakietów posiadanych przez OFE, żeby po ich nacjonalizacji przejąć kontrolę nad kolejną grupą spółek? Kiedy w sierpniu 2013 r. SEG opracowało analizę poświęconą możliwej nacjonalizacji około 40 spółek prywatnych poprzez nacjonalizację OFE, dokument ten został zaliczony do gatunku science fiction. Dziś rynek przyjął jako coś oczywistego, że dojdzie do nacjonalizacji 25 proc. aktywów OFE. A co z pozostałymi 75 proc.? Czy będzie jakikolwiek sens ekonomiczny i polityczny utrzymywania takich kadłubkowych funduszy emerytalnych skazanych na powolne wymieranie z powodu ograniczenia napływu składki i zwiększenia jej wypływu za pomocą mechanizmu „suwaka”? A nawet jeśli będzie, to czy jest sens, aby uprawnienia korporacyjne w imieniu suwerena wykonywały jakieś instytucje finansowe, a nie państwo – jako gwarant przyszłych wypłat emerytur? Niestety, po kilku rozbiorach OFE można dziś znaleźć bardzo wiele sensownych argumentów przemawiających za przejęciem całości systemu emerytalnego przez państwo.

Wiele wskazuje na to, że działań nacjonalizacyjnych poprzedzających reprywatyzację nam nie zabraknie. Warto zatem zwrócić uwagę na pewien niuans. Otóż oczywiście osiągnięcie efektywności kosztowej w wyniku realizacji korzyści skali nie oznacza, że koszty te będą niższe w ujęciu bezwzględnym. Wręcz przeciwnie – koszty muszą wzrastać wraz ze wzrostem skali działalności, a w tym przypadku dodatkowo wzrosną w związku z koniecznością wypłaty odszkodowań w kwocie wyższej od wartości przejętego majątku.

Ale tu dotykamy innego prawa z pogranicza ekonomii i polityki – wartości cudzego pieniądza w czasie. Otóż jeśli wydajemy cudze pieniądze na swoje potrzeby, to nawet jeśli wydawane są one mało efektywnie, to i tak nam się to opłaca, gdyż za nasze zachcianki płacą inni. A koszty tego będą ponoszone w czasie późniejszym, kiedy już nikt nie będzie mógł nas pociągnąć do odpowiedzialności. Czyli projekt reprywatyzacji poprzez nacjonalizację świetnie się broni.

Na koniec warto dodać, że reprywatyzacja przez nacjonalizację wpisuje się w szerszy trend dekomunizacji poprzez komunizację. Ograniczanie swobody prowadzenia działalności gospodarczej, ograniczanie swobód obywatelskich, etatyzacja gospodarki – to wszystko jest bardzo logiczne, bo działania dekomunizacyjne będą bardziej widoczne i bardziej efektywne dopiero wówczas, kiedy wcześniej wprowadzimy komunę. I wtedy będziemy mogli przeprowadzić ponowną, tym razem udaną, transformację gospodarki od centralnie planowanej do rynkowej. Oby tylko ktoś nie zapomniał, że do tego dążymy, bo w przeciwnym wypadku utkniemy w komunie na długie dekady.

brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz