Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.

Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Felietony Tomasza Hońdo w Parkiecie

Rok: Miesiąc

Spisek spekulantów czy bufor chroniący gospodarkę?

14 maja 2009, 08:29

Chlebem powszednim inwestorów na światowych rynkach finansowych jest tak zwany szum informacyjny, czyli niemal nieustający napływ mniej lub bardziej ważnych informacji, który nie tyle ułatwia podejmowanie rozsądnych decyzji, co raczej utrudnia wyrobienie sobie właściwego poglądu na sytuację.

W dobie kryzysu finansowo-gospodarczego, którego punkt kulminacyjny osiągnęliśmy na przełomie roku, szum informacyjny stał się jeszcze bardziej dokuczliwy. Odmieniane we wszystkich przypadkach słowo „kryzys” przyćmiło elementarne zależności ekonomiczne, które niezbyt pasowały do czarnej wizji przyszłości.

Polscy eksporterzy zyskali możliwość konkurowania niższymi cenami, nie ryzykując utraty rentowności

Jedną z takich zależności są relacje między kursem walutowym a kondycją gospodarki, a w szczególności eksportu. Nie potrzeba doktoratu z makroekonomii, by wiedzieć, że spadek kursu waluty danego kraju sprzyja eksportowi. Mechanizm ten zwiększa rentowność sprzedaży zagranicznej (kwoty, jakie eksporterzy otrzymują za towary, są warte więcej w przeliczeniu na krajową walutę) lub jego wielkość (spadek kursu otwiera pole do obniżek cen eksportowanych dóbr w walucie zagranicznej, co stymuluje popyt, a jednocześnie nie uderza w dochody eksporterów wyrażone w walucie krajowej).

Paradoksalnie, drastyczne osłabienie złotego trwające od września ubiegłego roku do lutego bieżącego roku, powszechnie odczytywane prze- de wszystkim jako objaw przenoszenia się kryzysu do Polski lub wręcz jako wynik nośnego medialnie „spisku spekulantów”, mającego na celu wytransferowanie pieniędzy z Polski (co ciekawe, tezę tę lansowały nawet niektóre periodyki pretendujące do miana poważnych dzienników biznesowych), można również interpretować jako dostosowywanie się gospodarki do zmieniających się warunków zewnętrznych (czyli recesji na Zachodzie). Efektem tego procesu dostosowawczego jest powstanie swoistego bufora, częściowo amortyzującego negatywne impulsy z Zachodu, zgodnie z opisanymi na wstępie „książkowymi” zależnościami.

Osłabienie złotego spowodowało, że chociaż recesja na Zachodzie zmniejszyła tamtejszy popyt, to polscy eksporterzy zyskali jednocześnie możliwość konkurowania niższymi cenami, nie ryzykując utraty rentowności. Korzyści z taniego złotego wykroczyły zresztą daleko poza grono tradycyjnie definiowanych eksporterów (z których część nieudolnie bawiła się opcjami walutowymi) i dotyczą choćby dilerów samochodów (które stały się wyjątkowo tanie dla niemieckich kierowców) czy polskich sklepów sprzedających towary „uzbrojonym” w euro Słowakom czy Litwinom.

Działanie walutowego bufora znalazło już odzwierciedlenie w danych makro. Odbicie w eksporcie w styczniu i lutym, a jednocześnie skurczenie się importu, spowodowało spadek deficytu handlowego w lutym do zaledwie 142 mln EUR – to kwota najmniejsza od trzech lat. Biorąc pod uwagę że w przeszłości kurs EUR/PLN był silnie dodatnio skorelowany z dynamiką produkcji przemysłowej, nie dziwi też, że spadek produkcji w styczniu i lutym był mniejszy niż w strefie euro, a w marcu roczna zniżka wyniosła zaledwie 2 proc.

W takim kontekście pojawiające się w ostatnich miesiącach nawoływania przyspieszenia wejścia do strefy euro, które to byłoby sposobem „walki z kryzysem”, trudno traktować poważnie. Można tylko spekulować, o ile gorsze byłyby odczyty makroekonomiczne dotyczące naszego kraju w ostatnich miesiącach, gdybyśmy płacili w euro, a nie w złotych.

Pomysły na walkę z kryzysem poprzez wejście do strefy euro można usprawiedliwiać jedynie tym, że posiadanie euro dawałoby korzyści na dłuższą metę. Jeszcze nie tak dawno (w połowie 2008 r.) złoty bił rekordy, co było powszechnie interpretowane jako kula u nogi polskich eksporterów. To właśnie w takich warunkach pojawiłyby się realne korzyści z obecności w strefie euro. Paradoksalnie, politycy byli jednak bardziej entuzjastyczni wobec europejskiej waluty nie wtedy, gdy złoty był zbyt mocny, lecz wtedy, gdy się bardzo osłabił.

gospodarka, kryzys, złoty

brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz