Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Felietony Andrzeja Halesiaka w Parkiecie

Rok: Miesiąc

Powrotu do przeszłości nie ma

14 lutego 2017, 09:16

Większość ważnych wyborów dokonanych przez społeczeństwa w minionym roku – w tym te najważniejsze w USA i Wielkiej Brytanii – wydaje się mieć wspólną bazę. Jest nią chęć swego rodzaju powrotu do przeszłości. Amerykanie głosujący na Donalda Trumpa czy Brytyjczycy głosujący za Brexitem chcieliby na powrót żyć w świecie, w którym globalizacja i postęp technologiczny są ograniczone. W którym zmiany – o ile w ogóle zachodzą – dokonują się powoli. W świecie, w którym panuje stabilność i ład. Potwierdzeniem tej hipotezy jest fakt, że to głosy osób starszych (a więc pamiętających owe „stare dobre czasy”) zadecydowały o takich, a nie innych wynikach wyborów.

Dla przeciętnego Kowalskiego, Smitha itd. zmiany oznaczają niepewność i brak stabilizacji. Dość naturalnym odruchem jest w takiej sytuacji chęć powrotu do tego, co było.

Dla tych osób tempo zachodzących w świecie procesów jest zbyt szybkie. Na dodatek rządy większości krajów dość nieudolnie pomagają społeczeństwom dostosować się do funkcjonowania w tym dynamicznym świecie, nierzadko swymi działaniami poczucie chaosu jeszcze potęgują. W efekcie nie ma się co dziwić, że dziś dość powszechnym odczuciem jest z jednej strony to, że mamy do czynienia z unikalną w historii kumulacją różnego rodzaju zmian, z drugiej zaś, że dotychczasowe elity nad zmianami tymi nie panują. Czy w tej sytuacji swego rodzaju powrót do przeszłości, próba odwrócenia zachodzących obecnie procesów może stanowić rozwiązanie obecnych problemów? Nie może. Ale po kolei.

Dynamiczne przekształcenia zachodzą dziś we wszystkich możliwych wymiarach. Na poziomie firm i branż zmiany są pochodną postępu technologicznego. Tym, co nowe w tym względzie, jest to, że postęp następuje w niespotykanym wcześniej tempie, w efekcie znacznie częściej niż w przeszłości prowadzi do powstania tzw. disruptive innovations – innowacji, które potrafią zakwestionować istnienie całych dotychczasowych rynków, a wraz z tym małych i wielkich firm (by przywołać w tym kontekście chociażby smartfony, które na przestrzeni zaledwie kilku lat zmiotły z powierzchni ziemi telefony komórkowe, a wraz z nimi takie giganty jak Nokia). Postęp oznacza dziś także wysokie tempo automatyzacji i robotyzacji procesów, stanowiące wyzwanie dla tradycyjnego modelu rynku pracy i wielu tradycyjnych zawodów.

Drugim obszarem zmian jest sfera finansowo-gospodarcza. Dominujący w ostatnich dziesięcioleciach model rozwoju był ściśle związany z ekspansją zadłużenia. Dziś jednak wiele krajów osiągnęło taki jego poziom, że funkcjonuje na granicy niewypłacalności. Rodzi to liczne napięcia, gdyż ogranicza możliwości polityki gospodarczej, a poza tym wymaga podejmowania radykalnych i bolesnych działań związanych z uzdrowieniem sytuacji.

Trzecia sfera dotknięta przez zmiany to sfera społeczno-polityczna. Od lat 80. w USA, a później stopniowo także w Europie Zachodniej upowszechnił się model liberalnej demokracji, stawiający na swobodę działalności gospodarczej, liberalizację handlu i przepływów kapitałowych, a w sferze politycznej rządy większości (choć w wielu krajach wsparte mechanizmem tzw. check and balances – wzajemnego ograniczania się i uzupełniania władzy wykonawczej, ustawodawczej i sądowniczej). Po rozpadzie ZSRR model ten rozprzestrzenił się także na Europę Środkowo-Wschodnią. Równolegle w mniej lub większej skali pojawił się w wielu krajach pozaeuropejskich. Dziś jednak model ten trzeszczy w szwach; w efekcie narastającego niezadowolenia społecznego spowodowanego zmianami w innych obszarach coraz częściej pojawiają się głosy nawołujące do zakwestionowania dotychczasowego status quo. Jako alternatywę wskazują one daleko posuniętą ingerencję państwa oraz protekcjonizm. Demokracja wciąż jeszcze trwa, ale towarzyszy jej w wielu krajach coraz wyraźniejsza tęsknota za silnymi przywódcami. Gdzieniegdzie prowadzi to do ewolucji demokracji w jej ułomną formę: demokrację fasadową – system, w którym instytucje demokratyczne pozornie wciąż istnieją, ale w rzeczywistości to nieformalne, zakulisowe czynniki wpływają na to, kto faktycznie podejmuje decyzje i stanowi prawo.

Czwarta wreszcie sfera zmian to geopolityka. Jedną z osi zachodzących w niej przemian jest dynamika globalnego układu sił. Symbolicznym w tym względzie był 2015 r., kiedy to po raz pierwszy w nowoczesnej historii produkt krajowy brutto Chin – z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej – był większy od amerykańskiego. Inną oś geopolitycznych zmian zarysowuje retoryka nowego prezydenta USA. Jeśli znajdzie ona przełożenie na działania praktyczne, to może doprowadzić do przedefiniowania ważnych, funkcjonujących od dziesięcioleci paktów i układów, także w sferze bezpieczeństwa.

W samym środku tego dynamicznie zmieniającego się świata znajdują się pojedyncze osoby, jednostki. Dla przeciętnego Kowalskiego, Smitha itd. zmiany oznaczają niepewność i brak stabilizacji. Dość naturalnym odruchem jest w takiej sytuacji chęć powrotu do tego, co było. Problem polega na tym, że ogólnego kierunku i impetu zmian nie da się zatrzymać. Zachodzące globalnie procesy mają w dużej mierze swoją własną, wewnętrzną dynamikę. W tej sytuacji powrotu do przeszłości nie ma. Świat ma dziś już inną formę niż kilkadziesiąt lat temu. Można to porównać do jajek i jajecznicy; z tych pierwszych można zrobić tę drugą, ale odwrotny proces jest niemożliwy. W tej sytuacji ci, którzy w taki powrót wierzą, boleśnie się w najbliższych latach rozczarują. Tego typu próby nie przyniosą bowiem upragnionego rozwiązania, a jedynie nowe źródła napięć i konfliktów.

To, że nie ma powrotu do przeszłości, nie oznacza jednak, że nic nie można zrobić. Rozumiejąc zachodzące globalnie procesy, można wpasować w globalne zmiany nowe, kreatywne rozwiązania – w zakresie polityki socjalnej, instytucji, prawa itd. – stanowiące odpowiedź na gospodarczo-społeczno-polityczne wyzwania dzisiejszego świata. Rozwiązania te potrzebne są na poziomie lokalnym (poszczególnych krajów, dostosowane do ich specyficznej sytuacji) i globalnym. Teraz właśnie jest czas, by ich szukać i je wdrażać, a nie snuć mrzonki o tym, czego przywrócić się nie da.

brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz