Na swoich stronach spółka Gremi Media SA wykorzystuje wraz z innymi podmiotami pliki cookies (tzw. ciasteczka) i inne technologie m.in. w celach prawidłowego świadczenia usług, odpowiedniego dostosowania serwisów do preferencji jego użytkowników, statystycznych oraz reklamowych. Korzystanie z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza wyrażenie zgody na użycie plików cookies w pamięci urządzenia. Aby dowiedzieć się więcej o naszej polityce prywatności kliknij TU.

Jesteś na: Strona główna / Blogi

Blogi Felietony Macieja Bitnera w Parkiecie

Rok: Miesiąc

Jak ożywić rynek kapitałowy?

13 lutego 2017, 09:40

Rok 2016 nie zostanie zapamiętany na giełdzie źle. WIG20 pierwszy raz od trzech lat przestał spadać, na szerokim rynku zaś zarobek przekroczył 10 proc. Po deklaracjach wicepremiera Morawieckiego z lipca 2016 r. istotnie zmniejszyło się zagrożenie całkowitą nacjonalizacją aktywów funduszy emerytalnych wiszącą nad rynkiem od czasu tzw. dwóch rozbiorów OFE z lat 2011–2013. Umiarkowanie pozytywne, choć wciąż niepewne, oczekiwania można wiązać także z zapowiedzianym Programem Budowy Kapitału Polaków. Czy to początek przełomu?

Co czwarta spółka notowana na GPW ma bardzo poważny problem z nadużywaniem pozycji akcjonariusza dominującego

Optymista powiedziałby, że tak. Jednak dla realisty te kilka jaskółek to zbyt mało, by obwieścić nadejście wiosny. Po raz pierwszy nie wzrosła liczba spółek notowanych na rynku podstawowym, a odsetek wycofań był najwyższy od dziesięciu lat. Obroty w relacji do kapitalizacji znalazły się na najniższym poziomie od 2005 r. Spadła także relacja kapitalizacji i PKB. Mniejsze zainteresowanie inwestorów i przedsiębiorców polskim rynkiem kapitałowym widać nie tylko na parkiecie podstawowym. Na NewConnect od trzech lat maleje liczba spółek, a największy poziom obrotów osiągnięty został w 2011 r. Słaba kondycja polskiej giełdy przekłada się na coraz większy odpływ oszczędności Polaków na rynki zagraniczne. Maleje udział inwestorów indywidualnych w obrotach.

Odwrócenie niekorzystnych tendencji jest możliwe, jednak nie nastąpi samoczynnie. Pod koniec ub.r. opublikowaliśmy pod szyldem Warszawskiego Instytutu Studiów Ekonomicznych i Europejskich WiseEuropa wszechstronną diagnozę słabości polskiego rynku kapitałowego. Raport „Wiatr w żagle” jest czymś więcej niż opracowaniem badawczym. To także skonsultowana z wieloma interesariuszami obywatelska strategia polskiego rynku kapitałowego zawierająca rekomendacje, których wdrożenie daje szanse na to, by polska giełda znów wróciła do pierwszej ligi. Co zatem należy zrobić, żeby polski rynek znów złapał wiatr w żagle?

Po pierwsze, potrzebne jest stworzenie rządowej strategii rozwoju rynku kapitałowego. Przezwyciężenie prawno-instytucjonalnych słabości warszawskiej giełdy i jej otoczenia wymaga skoordynowanego wysiłku w różnych obszarach polityki publicznej. Bez spójnego działania rządu, parlamentu, nadzoru finansowego, systemu sądownictwa czy spółek Skarbu Państwa, a przede wszystkim bez priorytetyzacji działań na rzecz rynku kapitałowego nie ma szans na sukces. Jeżeli jednak najważniejsze kierunki polityki publicznej względem rynku zostaną zapisane w rządowych dokumentach, daje to realną szansę na przełamanie ograniczeń politycznych, które powodują, że od lat nie można skutecznie rozwiązać tych samych problemów. Uczynienie rynku kapitałowego rozwojowym priorytetem pozwoliłoby poskromić antyrynkowe myślenie, zachęcając jednocześnie do aktywnej partycypacji sektor prywatny, który dostrzegłby wreszcie realną nadzieję zmiany na lepsze.

Po drugie, trzeba jak najszybciej przesądzić los środków zgromadzonych w OFE. Na koniec 2015 r. OFE kontrolowały 19,4 proc. spółek krajowych notowanych na GPW. Niepokój, co stanie się z prawie jedną piątą krajowych akcji, mimo umiarkowanie korzystnych zapowiedzi Ministerstwa Rozwoju, nadal nie pozwala inwestorom spać spokojnie. Gdyby doszło do przejęcia tych pakietów przez państwo, rząd kontrolowałby ponad jedną trzecią giełdy, odstraszając od niej kapitał prywatny, tak krajowy, jak zagraniczny, i de facto doprowadzając do jej stopniowej eutanazji. Obawa przed takim obrotem rzeczy już dziś każe niejednemu przedsiębiorcy trzymać się z daleka od polskiego rynku kapitałowego w obawie przed wprowadzoną tylnymi drzwiami nacjonalizacją. Choć, jeśli wierzyć deklaracjom premiera Morawieckiego, prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest dziś niższe niż rok temu, to jednak dopóki nie ma odpowiedniej ustawy, ani nawet jej projektu, dopóty niepewność będzie się utrzymywała, zwłaszcza że z ust polityków co rusz słychać głosy o potrzebie nacjonalizacji funduszy emerytalnych.

Po trzecie, należy wzmocnić ochronę akcjonariuszy mniejszościowych. Ankietowani przez nas analitycy domów maklerskich wskazali, że co czwarta spółka notowana na GPW ma bardzo poważny problem z nadużywaniem pozycji akcjonariusza dominującego. Dotyczy to zarówno przedsiębiorstw, których głównym udziałowcem jest Skarb Państwa, jak i wielu spółek prywatnych. Rozwiązaniu tego problemu sprzyjałoby ułatwienie akcjonariuszom składania pozwów o działanie na szkodę spółki. W połączeniu z wyodrębnieniem wyspecjalizowanego sądu do spraw rynku kapitałowego, dałoby to szansę na oddolną sanację rynku regulowanego przy jednoczesnym rozluźnieniu gorsetu regulacyjnego, który coraz skuteczniej odstrasza od niego spółki prywatne. W przypadku firm kontrolowanych przez państwo idealnym rozwiązaniem byłoby wyzbycie się posiadanych przez nie akcji, np. w drodze powszechnej prywatyzacji na cele emerytalne. Takie rozwiązanie rekomendujemy jako uzupełnienie zapowiadanego przez rząd Programu Budowy Kapitału. Ponieważ jednak w dzisiejszych realiach politycznych łatwiej akceptowalne będą prawdopodobnie działania nienaruszające państwowego dominium, jako rozwiązanie przejściowe rekomendujemy wprowadzenie kodeksu dobrych praktyk spółek Skarbu Państwa i nadzorujących je ministerstw. Choć kodeks ten pozbawiony byłby sformułowanych explicite sankcji, stanowiłby ważny punkt odniesienia w dyskusjach nad działaniami firm kontrolowanych przez państwo i – gdyby był oficjalnie popierany przez rząd – mógłby stanowić pewnego rodzaju zaporę moralną przed działaniami niszczącymi ich wartość. Pełniłby też funkcję edukacyjną.

Po czwarte, trzeba zadbać o dopływ kapitału na polski rynek. Ponieważ głównym źródłem kapitału na rynkach rozwiniętych są fundusze emerytalne i inwestycyjne, należy pomyśleć o dalszym rozwoju obydwu instytucji. Jeśli chodzi o fundusze emerytalne, to wielkie nadzieje budzi proponowany przez rząd, choć nadal nieprzedstawiony w dojrzałej formie, Program Budowy Kapitału. Może się on powieść, pod warunkiem że będzie odpowiednio dopracowany w szczegółach, a inne działania (szczególnie wobec OFE) nie podważą zaufania obywateli, stwarzając szansę na to, że dobrowolna partycypacja będzie odpowiednio wysoka. Na rozwiązanie czeka problem małego udziału giełdy w oszczędnościach gromadzonych na cele inne niż emerytalne. W obecnej sytuacji regulacyjnej przedkładanie lokat bankowych nad fundusze inwestycyjne nie jest nieracjonalne, ponieważ nawet w długim okresie (15 lat) fundusze nie przyniosły Kowalskiemu więcej niż mógł zarobić w banku. Winę za to ponoszą – obok indukowanej nieprzemyślaną polityką kolejnych rządów wobec OFE i spółek Skarbu Państwa, nie najlepszej koniunktury na GPW – wysokie opłaty pobierane przez TFI za zarządzanie powierzonymi im aktywami. Ich nazwa może być nieco myląca, bowiem o wysokości tych opłat nie przesądzają koszty instytucji zarządzającej, lecz narzut pobierany przez dystrybutorów jednostek uczestnictwa. Wynika to z wadliwego, niezwykle drogiego systemu dystrybucji TFI w Polsce. Jego zmiana musi być częścią szerokiej strategii dla rynku. Proponujemy by wzorem m.in. Wielkiej Brytanii opłaty dystrybucyjne stały się jawne i były pobierane bezpośrednio przez instytucje dystrybuujące, a więc głównie banki i wyspecjalizowanych doradców finansowych.

Po piąte, istnieje potrzeba usprawnienia nadzoru nad rynkiem. KNF nie jest głównym winowajcą stagnacji, która od sześciu lat panuje na GPW, ale jej działania muszą lepiej harmonizować z długofalowym celem, którym jest rozwój rynku. Okazją do zmiany priorytetów w funkcjonowaniu nadzoru tak, by z ciała wyłącznie biourokratyczno-kontrolnego zmienił się w aktywnego ambasadora rynku (model brytyjski), jest szykująca się reforma KNF. Nadzór nad rynkiem kapitałowym nie powinien jednak trafić do NBP – pogłębiłoby to tylko problemy właściwe dla wielkiej państwowej instytucji wykonującej bardzo wiele luźno powiązanych ze sobą zadań, a ranga rynku kapitałowego w priorytetach KNF spadłaby zapewne jeszcze niżej niż obecnie. Nowy nadzór powinien zostać wydzielony i odchudzony. Tylko bowiem mała komórka o jasno sprecyzowanych celach i zdeterminowanym kierownictwie może w warunkach polskich stworzyć nową jakość w dziedzinie komunikacji z rynkiem, dbania o interes klientów instytucji finansowych oraz pilnowania standardów rynku publicznego.

Jeżeli choć część wymienionych postulatów uda się w najbliższych latach zrealizować, polska giełda nie musi być skazana na ograniczanie skali działalności. By jednak realnie liczyć na skok rozwojowy do poziomu reprezentowanego przez silne lokalne rynki kapitałowe działające w Kanadzie, Hiszpanii i Szwecji potrzebne jest konsekwentne działanie reformatorskie we wszystkich pięciu wymienionych przez nas sferach, a także w kilku innych obszarach, które pominęliśmy ze względu na objętość tekstu. Wymaga to rzeczy prawdopodobnie najtrudniejszej: współdziałania kolejnych ekip rządzących. Choć postulat ten może wydać się utopijny, to jednak przez niemal 20 lat w odniesieniu do rynku kapitałowego tak właśnie było, przede wszystkim ze względu na priorytet, jakim w tym okresie było odchodzenie od gospodarki centralnie planowanej oraz to, że prywatyzacja dostarczała środków wydłużających wiecznie zbyt krótką kołdrę budżetową. Z czasem te dwa polityczne motory rozwoju warszawskiej giełdy się jednak wyczerpały i trzeba wskazywać nowe. Wśród wielu korzyści, które przynosi ona gospodarce najważniejsze z punktu widzenia politycznego wydają się trzy: dostarczanie kapitału wysokiego ryzyka finansującego innowacje i wzrost gospodarczy, uniezależnienie gospodarki od kapitału zagranicznego poprzez rozpowszechnienie rozproszonego, mieszanego akcjonariatu oraz podniesienie standardu życia na emeryturze szerokiej rzeszy obywateli dzięki inwestycjom w spółki giełdowe. Polityków nie trzeba przekonywać, że potrzebujemy więcej innowacji, więcej kapitału krajowego i większego bezpieczeństwa materialnego osób starszych. Muszą oni jednak zrozumieć, że tylko rynek kapitałowy niewielkim kosztem może dać Polakom te trzy rzeczy naraz i dlatego warto jest o niego dbać.

brak komentarzy »

Brak komentarzy.

Zostaw komentarz